piątek, 6 grudnia 2013

Mikołajki!

Dziś 6 grudnia, czyli Mikołajki.
Kilka dni temu upiekłam pierniki i przygotowałam słodkie prezenty.
U nas jest taka tradycja, że na Mikołajki dajemy sobie małe prezenty. Ode mnie w tym roku powędrują między innymi pierniczki ...



Myślałam, że będzie to wspaniały dzień, jest mi przykro, ale to był zdecydowanie nie mój dzień...
Pojechałam rano do miasta. Miałam cały dzień praktycznie zorganizowany do wieczora.
Odwiedziłam urząd pracy, bo w końcu pojawiła się oferta stażu, przeszłam przez całe miasto żeby znaleźć szkołę, w której okazało się że : ,, z samego rana przyjęłyśmy inną kandydatkę,, - ja byłam ok. 10 . Co prawda oferta jest do 3 stycznia, ale po co poznawać wszystkie kandydatki i wtedy wybrać, skoro można wziąć pierwsza, lepszą? :)
Poszłam z CV  do żłobka, szukali opiekunki, zjawiam się na miejscu a tam słyszę: ,,dosłownie wczoraj po południu pani dyrektor zatrudniła dziewczynę i najwidoczniej zapomniała usunąć ogłoszenie,, .
Myślę sobie : ok, pójdę do urzędu pracy i zapytam o staż od stycznia. Wchodzę do pokoju 104, siedzą trzy panie , średnia wieku 25. Pytam czy mogę dostać wniosek z podaniem o staż żeby załatwić sobie u pracodawcy. W odpowiedzi usłyszałam, że są nowe druki od stycznia, ale najlepiej zjawić się w lutym. A ona mi nie da tegorocznego i już!
Także pół dnia latałam za czymś czego tak naprawdę nie było. Im dłużej jestem  zarejestrowana w urzędzie pracy, tym bardziej przekonuję się, że jest on dla ludzi, którzy po prostu nie chcą pracować.
No dobra, staram się nie przejmować, na 18.00 jestem umówiona z przyjaciółką (przynajmniej tak uważałam). Po 14 dostaję smsa, że ona (UWAGA!) nie będzie na spotkaniu bo wieje i jest ślisko. ( Jedzie autem jakieś 7 minut przez miasto). Na nic zdały się moje tłumaczenia, że nie mam jak dostać się do domu i dopiero o 20 wracam z bratem. A nawet jeśli mam wrócić autobusem, to muszę czekać  2 godziny, ale i tak dostałabym się na przystanek oddalony o 3 km ode mnie.  Byłabym tam o 16.40  - jest ciemno i zimno, a w dodatku nie ma oświetlenia, W odpowiedzi usłyszałam dużo przykrych słów.
Jak można umówić się na spotkanie tydzień przed i jeszcze je odwołać?!
Jak można od razu ze mnie zrobić najgorszego wroga, tylko dlatego, że byłam już w mieście i nie mam jak wrócić?
Moja wina, zdecydowanie.
Takie znajomości powinnam od razu ucinać.
Wszyscy mnie ostrzegali, ale ja ślepo wierzyłam w dobre intencje.
W takim dniu, kiedy czekam z prezentem na kogoś bliskiego dowiaduję się, że jestem najgorszym człowiekiem na ziemi. 
Trudno, teraz wiem, że takie znajomości trzeba od razu przekreślić. A ja dawałam szanse, jak widać niepotrzebnie. Mam za dobre serce.
Ciężko mi z tym, ale zbliża się koniec roku, więc trzeba uporządkować swoje życie...
Boli?
Poboli i przestanie.
Taki mikołajkowy prezent. 
Mam nadzieję, że dziś przynajmniej u Was było przyjemnie. :)

14 komentarzy:

  1. Bardzo przykra sytuacja. Nie rozumiem takich ludzi, lepiej naprawdę ucinać takie znajomości.
    Ja wczoraj miałam bardzo stresującą i nieprzyjemną rozmowę o pracę i jeszcze dzisiaj ją odchorowuję:)
    Po pierwsze wzburzył mnie brak organizacji, gdy weszłam do budynku, okazało się, że na rozmowę czeka około 50 osób! Pani wcisnęła mi w wejściu formularz, więc postanowiłam zostać. Wszyscy czekali, a rozmowa odbywała się przy dwóch stolikach zaraz przy korytarzu, przy otwartych drzwiach. Każdemu poświecono około 2 min. Po 1,5 h w końcu wytypowano 12 osób, które przeszły do następnego etapu, w tym mnie. Reszta wyszła. Pani, która prowadziła całe przesłuchanie poinformowała, że osoby, które przejdą na samym końcu, będą musiały jechać jutro na szkolenie do oddalonego o dwie godziny drogi jazdy miasta, co powinna zaznaczyć już na samym początku, wtedy na pewno wielu zrezygnowałoby z rozmów z wejścia, co oszczędziłoby wszystkim czasu! Na miejscu po szkoleniu z czterech osób, mieli wybrać dwie, z którymi podpiszą umowę, a pozostałym wypłacą rekompensatę 100 zł za fatygę.
    Zaczęły się kolejne rozmowy po 3 min, tylko że tym razem cisza jak makiem zasiał i wszyscy wszystko słyszeli, co tylko bardziej mnie stresowało. Nie wspomnę już o tym, że przy takich rozmowach powinno zaproponować się chociaż wodę. Rozumiem gdybym była umówiona na konkretna godzinę, ale ja tam spędziłam 4 godziny! W końcu po ponownej selekcji, usłyszałam, że nie dostałam się dalej i mi podziękowano. Cała ta sytuacja była chora, a ludzi potraktowano jak bydło!

    W dodatku wczoraj ktoś podrzucił nam na ulicę dwa małe kotki, które niestety nie mogły u nas zostać z powodu psa. W okolicy nie ma schroniska, więc zwróciliśmy się o pomoc do odpowiednich służb, ale szkoda gadać. Tyle co się nasłuchaliśmy to masakra! A najgorsza była młoda inspektorka z Toz, która za każdym razem podkreślała, że nie mają obowiązku zabrania kotów i że i tak za pomoc zwierzętom nikt jej nie płaci, tylko robi to charytatywnie. Zastanawia mnie taka postawa, bo np. jeżeli ja bym prowadziła jakąś fundację lub coś w tym stylu i też pracowałabym charytatywnie, to jeżeli ktoś poprosiłby mnie o pomoc, to mam mu odpowiedzieć, przepraszam ale nikt mi za to nie płaci, więc nie pomogę? No to po co wogole siedzę w wolontariacie, jak pomoc lata mi koło czterech liter?

    Przepraszam, ze się rozpisałam, ale musiałam to z siebie wyrzucić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz za co przepraszać. Właśnie dobrze, że napisałaś, że wyrzuciłaś to z siebie. Będzie Ci lżej. Ja sama tak robię, bo czasami to jest rodzaj oczyszczenia.
      Rzeczywiście jakaś masakra. Tyle czasu bez dobrego traktowania człowieka. Jak tak można?! Niby firma, a jak niekompetentna obsługa. Przecież każdemu należy się przynajmniej odrobina szacunku w postaci komfortu podczas rozmowy, szacunku do czasu każdego z kandydatów, nie wspominając już o zaproponowaniu czegoś do picia w tak długim czasie! Ale to są właśnie takie czasy, bo po co oni mają się starać, skoro to Ty szukasz pracy... Brak słów.
      A do tej woluntariuszki nie mam określenia. Są ludzie, którzy nie nadają się do niektórych spraw. I ona jest takim przykładem...
      Zaskakuje mnie dzisiejszy świat, zdecydowanie negatywnie...

      Usuń
  2. Zapomniałam dodać, że pierniki wyszły Ci bardzo fajnie i muszą być smaczne!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, dziękuję! :)
      Rzeczywiście, te które zostały, zniknęły w zadziwiająco szybkim tempie, czyli coś to musi oznaczać :))

      Usuń
  3. Niestety, ludzie są po prostu tępi. Jeśli własna dupa, za przeproszeniem, kogoś nie zaboli, to nikt sie tym nie przejmie. Ile razy ja się umawiałam z kimś i ba, byłam na miejscu, czekam, w końcu dzwonię "gdzie jestes?" i słyszę "sorry, jednak nie mogę"... Wiedzieć, że się nie może od rana, a poinformowac dopiero o godzinie spotkania. Cudownie.
    Ja dzisiaj piekłam pierniki, są cudowne jak co roku.
    Nie ma co się przejmowac, głowa do góry! Tyle wspaniałych ludzi wokół, a mamy się przejmować jednostką? W ten sposób obrażamy naszych przyjaciół czy rodzinę: bo to się nie godzi, by im mniej uwagi i energii poświęcać, niż tym, co zawiedli. ;)
    Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie. Teraz nie liczy się nic, niektórzy są takimi egoistami, że szkoda gadać.
      Musze się otrząsnąć i poświęcić czas tym, , którzy na to zasługują. Masz rację!
      Czekam na zdjęcia Twoich pierniczków! :))
      Ściskam,
      I.

      Usuń
  4. Takie znajomości od razu i ja ucinam ,nie warto,lepiej starannie dobrać sobie ludzi ,którzy nas otaczają.
    Też miałam paskudne Mikołajki w prezencie dostałam rachunek od pana ,który naprawiał mi pralkę ,3 razy przyjeżdżał ustalać co jej dolega ,nie mógł dojść i za te jego wizyty musiałam zapłacić ,bo on czas marnuje itd.dziwne dla mnie ,bo jak idę np prywatnie do lekarza to nie chodzę po parę razy z jedną sprawą ,aby on doszedł co mi jest....tak to jakoś porównałam ,dzisiaj ma przyjechać 4 raz i stwierdził,że w 200 zł powinna naprawa się zamknąć ,mam nadzieję,że choć zrobi mi tę pralkę ,bo od 3 tygodni zrobić jej nie może.
    Cały dzień też miałam paskudny i myslałam sobie ,żeby ten dzień jak najszybciej się skończył ale na wieczór miałam miłą niespodziankę i zrekompensowało mi to wszystko.
    Ilonko samych mądrych i życzliwych ludzi wokół Ci życzę.
    Trzymaj się Kochana cieplutko.
    Agnieszka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że dni, które powinny być miłe i cudowne, czasami okazują się smutne.
      Masz rację, ja to nie wytrzymałabym z takim panem, a tym bardziej wysłałabym na Księżyc z takim prezentem! Mam nadzieję, że jak już naprawi, to pralka będzie pracowała latami. :))
      Czasami ludzie naprawdę potrafią wszystko zepsuć, nie zdając sobie z tego sprawy.
      Pamiętaj, że nieważne jak się dzień zaczyna, ważne jak się kończy. I najważniejsze, że Twój skończył się dobrze! :)
      Uściski,
      I.

      Usuń
  5. No i nie dopisałam z tego wszystkiego,że pierniczki zrobiłaś cuuudowne i do tego super liścik i opakowania,na pewno obdarowani będą szczęśliwi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie! :)
      A liścik sama wymyśliłam. Zajęło mi kilka minut ułożenie wierszyka. :)

      Usuń
  6. Olala, kurde, ludzie nie myślą, co? Smutne to... ciągle się uczymy, boli, ale będziesz mądrzejsza w przyszłości, uwierz.
    Pierniczki przepiękne, nie mogę się doczekać kiedy nasze będziemy piec i stroić :)
    Ściskam Cię mocno, nie daj się :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Kama, same problemy z takimi ,,przyjaciółmi,,.
      Mam nadzieję, że tym razem wystarczy mi sił, by w końcu się odciąć.
      To była I tura, kolejna już niebawem. :))
      Dziękuję i czekam teraz na Twoje! :)
      Całuski :**

      Usuń
  7. Głowa do góry, jak to mówią: Jak się człowiek nie sparzy, to się nie przekona.

    Pozdrawia Paulina, koleżanka z klasy (zarazem stała czytelniczka)! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano niestety brutalne to, ale prawdziwe..
      Toś mnie zaskoczyła tym stałym czytelnictwem! :)
      Buziaki :*

      Usuń