środa, 6 listopada 2013

Zaufanie zdobyte!

Kolejne dni minęły...
Jak pierwszego dnia byłam przerażona, tak teraz powoli stwierdzam,że jest coraz lepiej.
Wydaje mi się, że dzieci zaczynają się przyzwyczajać do nowej osoby w klasie. Z ust rodziców padają pochwały, co mnie bardzo cieszy . A jeszcze bardziej cieszy mnie fakt, że pozostali nauczyciele widzą, że dzieci są radośniejsze! :) Codziennie przyjeżdżam godzinę wcześniej do pracy. Biorę klucze, dziennik i idę do ”swojej klasy”. Tam przygotowuję się do zajęć, wietrzę klasę, aby było choć trochę świeżego powietrza, uzupełniam dziennik iiii... zanim się obejrzę, przychodzą dzieci.
Specjalnie dla nich codziennie biorę laptopa. W klasie nie ma telewizora, więc jakakolwiek prezentacja, film czy nawet bajka jest odtwarzana właśnie na laptopie. Dzieci wtedy pięknie organizują ”salę kinową” i jest cisza jak makiem zasiał... I to właśnie odróżnia te dzieciaczki od ”miastowych”, bo one są szczęśliwe, że ktoś się stara i próbuje im urozmaicić zajęcia.
Moi dawni nauczyciele wołają do mnie ”koleżanko z pracy”, dziwne uczucie, no ale ja zostaję przy ”Pani”. Tak będzie zdecydowanie bezpieczniej, zwłaszcza, że to praca krótkoterminowa. :)) Dziś byłam w Urzędzie Pracy, kiedy już minie 9 dni, po raz kolejny będę musiała tam zawitać. Bez sensu, no ale cóż. Nadal szukam ogłoszeń, nawet dziś zaniosłam CV, bo w końcu kiedyś musi się udać! :)

12 komentarzy:

  1. Jak miałam praktyki w mojej byłej szkole moja kobita zaproponowała mi przejście na "ty". Ale jakoś mi ta "Justyna" nie mogła przejść przez gardło. Ile ja się namęczyłam, żeby ominąć formy grzecznościowe i nie mówić na 'ty':)
    Uczenie dzieciaków to największa szkoła przetrwania ale i ogromna satysfakcja kiedy coś się udaje. Nie trać wspaniałego zapału i walcz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, niezręczna sytuacja. :)) Myślę, że w obcym środowisku jest zupełnie inaczej niż w tym znajomym. :)
      Czasami z górki, a czasami pod górę, ale walczę, bo wiem, że warto.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. bardzo mi się to wszystko podoba! ty jesteś zadowolona, dzieciaki i nauczyciele. szkoda, ze to na krótko.
    usciski serdeczne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, najważniejsze, że wyniosę dobre doświadczenia i miłe wspomnienia. :))
      Buziaki

      Usuń
  3. Wiedziałam, że wszystko się uda. :) Pisz o swoich doświadczeniach :) To bardzo ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :)
      Mam nadzieję, że blog przetrwa, a ja wrócę tu po kilku latach i przeczytam jakie były moje pierwsze wrażenia... :))
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. ej.. "miastowe" dzieci również doceniają pracę nauczycieli..
    moje dzieci chodzą do państwowego przedszkola, gdzie panie wyginają się by je zainteresować.. nie ma oglądania bajek.. są ciągłe prace manualne, lepienie z modeliny, plasteliny, malowanie palcami, robienie kanapek, makiet ze zwykłych pomocy typu wykałaczki, kartony, powstają piękne sady, ulice.. dzieci zbierają baterie, makulaturę za którą potem od nadleśnictwa dostają drzewka i sadzą wspólnie z leśnikami w przedszkolnym ogrodzie.. jedzenie jest bardzo zdrowe, soki bez cukru, pieczywo pełnoziarniste, słodkie wypieki tylko w kuchni przedszkolnej. Mam porównanie z przedszkolem prywatnym, gdzie dzieci na podwieczorek jadają kanapki ze szczypiorem lub tzw zupę nic, gdzie pływa marchewka i ziemniak..nie myją zębów po posiłkach - bo pani nauczycielka nie ma na to czasu :)
    Może dyrektor Twojego przedszkola zauważy tę zmianę jaką wniosłaś do klasy i jednak przedłuży Ci umowę?
    Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kama, dosyć dobitnie uogólniłam te "miastowe" dzieci, ale ja miałam praktyki w szkołach, do których uczęszczały dzieci tzw "bogaczy" i dla nich nic się nie liczyło, a szczególnie praca nauczycieli... I nie było w grupach dzieci, które dojeżdżałyby z wioski właśnie, bo tam były tylko te miastowe. Dzieci ze wsi nawet nie miałyby szans na miejsce...
      Ale wiem, że są też takie szkoły i takie dzieci, które są wdzięczne, bo w domu nie mają takich warunków.
      U nas w przedszkolu są też prace manualne, plastyczne, ostatnio wprowadziłam gimnastykę, bo dowiedziałam się, że dzieci nie ćwiczyły ze swoją panią. Za każdym razem staram się urozmaicić im pracę aby nie było tak jak to było w zwyczaju : najpierw książki, a później bawcie się same sobie...
      Nauczycielka poszła na zwolnienie tylko na 2 tygodnie, więc nie ma szans na przedłużenie. Cały czas rozglądam się za czymś stałym...

      Usuń
  5. Podobno najlepiej chodzić z CV osobiście i po prostu pytać, czy kogoś nie potrzebują :)
    Życzę powodzenia :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, sama jestem ciekawa ile już przeszłam roznosząc to CV...
      Niestety jest taki czas, że nie potrzebują ludzi do pracy, bo wszyscy walczą o swoją posadę. :)
      Nie dziękuje, coby nie zapeszyć.
      Pozdrawiam. :)

      Usuń
  6. Byłam już na paru praktykach w szkołach (podstawówka i gimnazjum) i bywało różnie - co klasa, to inny problem. W tych starszych dzieciach (młodzieży? W gimnazjach granica jest płynna, niektórzy są bardzo dojrzali, inni mogliby spokojnie wrócić do podstawówki) najbardziej boli ogólno panująca bierność. Nic im się nie chce, nie mają pasji, hobby, planów ani ambicji. Nawet przeszkadzać mi na lekcji im się nie chce. Jak dla mnie, jest to bardzo przykre.
    Za to młodsze dzieci... Tak jak to napisałaś, przekochane ;) Aż chce się przyjeżdżać tę godzinę wcześniej!
    Pozdrawiam i życzę powodzenia! Na pewno znajdziesz pracę! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest! :)
      Zdecydowanie maluszki to moja bajka.
      Dlatego wybrałam ten zawód, bo uwielbiam przebywać wśród dzieci, to one często dają mi siłę i motywację do działania.
      Dziękuję za jakże dobre słowa. :))
      Pozdrawiam,
      Ilona

      Usuń