środa, 20 listopada 2013

Przerwa!

Ależ mnie długo nie było!
W piątek zakończyłam swoją krótką przygodę z pięciolatkami.
Nabrałam nieco doświadczenia, ale przede wszystkim zżyłam się z dzieciaczkami.
Początki były trudne, ale z dnia na dzień było coraz lepiej.
Dostałam stosy laurek, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że dzieci mnie polubiły. :)
Wprowadziłam im dużo nowych rzeczy, między innymi nowe zabawy muzyczno-ruchowe, które wykonywały z ogromną przyjemnością. Nawet rodzice zauważyli, że dzieci przez te dwa tygodnie wracały do domu i pokazywały co nowego potrafią. To jest bardzo motywujące. Mam nadzieję, że z biegiem czasu będzie coraz więcej takich sytuacji. :)
Jak to zwykle bywa nie obyło się bez przykrej sytuacji. Nie będę dokładnie opisywała, bo nie o to tutaj chodzi. Po prostu jeden z rodziców bardzo chciał udowodnić, że jest mądrzejszy. Osoba ta była może ciut starsza ode mnie i chyba nie była poinformowana, że ukonczyłam studia i mogę wykonywać ten zawód. Bardzo zależało jej na tym, aby mnie zniechęcić/zastraszyć. Sama już nie wiem co miała na celu.  Nie udało mu się to. Jedno jest ważne, że właśnie takie sytuacje mają czegoś nauczyć... no i nauczyły! Współpraca z rodzicami nie należy do najłatwiejszych, zwłaszcza jeśli rodzice pochodzą z najbliższego otoczenia...  Osobiście uważam, że warto dbać o relację rodzic-nauczyciel. Jednak jak wiadomo zależy to zarówno od rodzica jak i nauczyciela. Samemu nie da się nic zdziałać.
Kiedy przepracowałam te dwa tygodnie stwierdziłam, że zostaje mi mało czasu na przyjemności, między innymi pisanie. Myślę, że była to kwestia nabrania wprawy. Każdy mój dzień zaczynał się o 6:50. Zajęcia zaczynałam o 8:40, jednak już w szkole byłam o 7.40! Wtedy byłam spokojna o to, że wszystko zdążę przygotować. Do domu wracałam po 14.30. Wiadomo, obiad, jakieś sprzątanie, przygotowywanie się do zajęć, rozmowy z domownikami i dzień mijał. A nie chciałam pisać na szybko. Dlatego zanim nabrałam wprawy, moja praca się już skończyła.
Po tygodniu pracy dzieci zdążyły mnie zarazić. Po prostu mój organizm nie był na tyle uodporniony by się obronić. W piątek prosto z pracy pojechałam na zajęcia do Gdańska. Tam było coraz gorzej. W niedziele nie wytrzymałam i jeszcze przed południem wróciłam do domu. Wykupiłam pół apteki i wydawało się, że jest lepiej. Jednak polepszenie było chwilowe. Dokończyłam co zaczęłam i dopiero dziś poszłam do lekarza. Oczywiście dostałam antybiotyk  i zwolnienie z zajęć. Jednak jak tu wyzdrowieć, kiedy trzeba być na zajęciach? Są sprawy ważne i ważniejsze, więc z pomocą antybiotyku i innych specyfików również domowych postaram się wrócić do formy!
W poniedziałek po raz kolejny stałam się osobą bezrobotną, ale mam cichą nadzieje, że w końcu coś się trafi. Bądź co bądź do CV doszło kolejne doświadczenie. :))
A poniżej kilka zdjęć z pierwszego tygodnia listopada...
Dziś już liści nie widać na drzewach, ale kwiaty wyglądają pięknie mimo pogody i temperatury. W tym roku jestem zachwycona  różami.



6 komentarzy:

  1. Zdróweczka CI życzę!
    Fajnie, że masz miłe wspomnienia a rodzice - masz rację... u nas też są kosmici, nic się na to nie poradzi. Powiem Ci, że takie sytuacje też uczą dużo i nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
    Trzymam kciuki za nową pracę!
    Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie! Nawet sami rodzice często widzą co się dzieje z innymi rodzicami, którzy wiecznie widzą problemy. Ale jest tak jak mówisz, takie sytuacje dużo uczą, a przy okazji wzmacniają naszą cierpliwość. :)
      Dziękuję! :)
      Uściski :)

      Usuń
  2. Rodzice myślą, że szkoła dziecko nauczy i wychowie, a zapominają, ze od wychowania są oni. Mnie w mojej krótkiej karierze nauczycielskiej nie spotkało nic strasznego ze strony żadnego z rodziców, bo jak wiadomo, praktykantki się nie czepia. Ale to czego się nasłuchałam w pokoju nauczycielskim... O zgrozo.
    Zdrowia życzę, jakaś taka aura panuje, że połowa moich domowników chora. Nic przyjemnego.
    Tak więc gorąco pozdrawiam, w ten chłodny dzień! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Są właśnie tacy, którzy tylko oczekują od nauczycieli, a sami od siebie nie potrafią nic dać nawet w kwestii wychowania własnego dziecka.
      Rzeczywiście, kiedy byłam praktykantką nie spotkałam się z żadną negatywną sytuacją z udziałem rodzica. Schody zaczynają się kiedy masz własną grupę i sama za nią odpowiadasz.
      Niestety część rodziców kompletnie nie ma pojęcia o zawodzie nauczyciela, o kwalifikacjach i obowiązkach... Miejmy nadzieję, że z czasem będzie ich coraz mniej. :)
      U nas w domu tylko mnie złapało, no ale mam czas na wyzdrowienie.
      Dziękuję serdecznie! :)
      Pozdrawiam,
      Ilona

      Usuń
  3. Ico :)
    Zdrowiej ....a cała reszta jakoś się ułoży, zdrowie najważniejsze, mam nadzieję że laurki zachowasz na pamiątkę :)
    Uściski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ilonko, mam nadzieję, że wraz z powrotem zdrowia, wróci również szczęście w pozostałych kwestiach. :)
      A laurki mają swoje miejsce, wspaniała pamiątka, tym bardziej, że z pierwszej poważnej pracy! :)
      Dziękuję ślicznie. :)
      Buziaki,
      I.

      Usuń