piątek, 29 listopada 2013

Okazje książkowe.

Ostatnio pisałam o prezentach. Co prawda do świąt jeszcze miesiąc, a ja już sobie zrobiłam prezent. I to nie byle jaki! Kupiłam wcześnie, bo była okazja. A siebie zawsze zostawiam na koniec...
 Słyszeliście o serwisie tablica.pl?  Ja wiedziałam, że serwis istnieje, ale jakoś szczególnie nie byłam przekonana. Bo w końcu serwis słynie z tego, że rzeczy przekazuje się do rąk własnych, a ja wszędzie mam daleko. No,ale z racji, że znalazłam zupełnym przypadkiem trzy książki M. Kalicińskiej tzw. trylogię mazurską w świetnej cenie, postanowiłam zaryzykować. Książki chciałam nabyć dużo wcześniej, ale zawsze jakieś inne były na pierwszym miejscu. Czy zakup okaże się udany, zobaczymy po przeczytaniu.
Jedno jest pewne. Transakcja przebiegła pomyślnie, a ja mam spakowaną już na zjazd I część. :)
Trzy książki udało mi się kupić za 20zł! Zapłaciłam 10 zł za przesyłkę i  w ten sposób w ciągu jednego dnia doszły do mnie książki. Prawie jak nowe.
A nowe kosztują  przeważnie ok 20 zł za jedną.
Także szukajcie okazji, bo warto. W serwisie są używane, ale także nowe rzeczy, więc w sam raz na zakupy przedświąteczne. :) Tym bardziej, jeżeli ogłoszenie jest w pobliżu naszej okolicy. :)



czwartek, 28 listopada 2013

Listopadowe zmiany.

Coś mi się wydaje, że to mój przedostatni listopadowy post...
Zwłaszcza, że już jutro trzeba jechać na zjazd. Jak ja nie lubię być poza domem. Zwłaszcza, że wrócę dopiero w grudniu! Co prawda będzie to 1 grudnia, ale jednak jakby nie było miesiąc się zmieni. :)
Ostatnio jestem jakaś zakręcona. Wydaje mi się, że po prostu wracam do zdrowia po długim czasie i dlatego tak się dzieje. Teraz przynajmniej mogę wyjść na dwór i zachwycać się piękną pogodą. Nie pamiętam żeby listopad był taki słoneczny! Kwiaty nic sobie nie robią z daty w kalendarzu, a ja cieszę się, że pozwoliłam im łapać te promyki do samego końca. Swoją drogą, wszyscy trąbią dookoła, że przyszła zima, a u nas .. ani śladu. Nie brakuje mi jej aż tak żebym za nią tęskniła, bo najbardziej tęsknię w Święta za śniegiem. 
A poniżej kilka zdjęć typu panorama, robionych od października do wczoraj. :)





A w ogrodzie są jeszcze :







poniedziałek, 25 listopada 2013

Czas na prezenty!

Dziś jest 25 listopada, więc został nam tylko miesiąc do Bożego Narodzenia!
A jak Boże Narodzenie to między innymi prezenty. :)
źródło: we-dwoje.pl

Kiedy kupować prezenty? 
Chyba nikt nie lubi robić wszystkiego na ostatnią chwilę. O ile sprzątaniem, pieczeniem, dekorowaniem można podzielić się z domownikami, tak kupowanie prezentów wolimy zostawić tylko dla siebie.  Dlatego ja już od kilku lat  kupuję prezenty dużo wcześniej. Robię to na raty. Zaczęłam na początku listopada, a skończę pewnie w połowie grudnia. Dziś obliczyłam, że potrzebuję  dużo więcej prezentów niż w zeszłym roku, bo kupuję od razu prezenty na urodziny lub imieniny w listopadzie i grudniu. Jest to znacznie wygodniejszy i przede wszystkim jakoś tak inaczej wydaje się pieniądze kilka razy po mniejszej kwocie niż raz znacznie większą. :) Dlatego warto pomyśleć o kupnie prezentów przynajmniej miesiąc wcześniej. Wtedy mamy czas na rozeznanie się i na zebranie potrzebnej kwoty. Dzięki temu nie musimy się martwic na ostatnią chwilę, że wszystkie sklepy są pozamykane, albo że już wszystko wykupione. :)
Co brać pod uwagę podczas wyboru prezentu?
Kupowanie prezentów wcale nie jest prostą sprawą. Każdy marzy o czymś innym, każdy ma inne wymagania, a czasem trzeba się naprawdę nagimnastykować żeby zadowolić osobę obdarowywaną i swój portfel... :) Aby kupić prezent musimy wziąć pod uwagę 3 najważniejsze aspekty:  wiek, osobowość i cenę. Wiek jest istotny, bo prezent, który spodoba się nastolatkowi wcale nie musi podobać się mężczyźnie po 40-stce. Osobowość każdy ma inną, więc przebojowej nastolatce zapewne nie spodoba się wełniany sweterek pod samą szyję. Co do ceny to jest taka zasada, że nie powinno dawać się prezentu zbyt cennego, ponieważ może to spowodować skrępowanie drugiej osoby. Natomiast prezent o bardzo niskiej cenie może być odebrany jako  ignorancja z naszej strony. Coraz popularniejsze staje się określanie kwoty za jaką kupujemy prezent. 
Wybór prezentu, a odwaga.
Do niedawna dawałam prezenty bezpieczne, czyli takie, które muszą się spodobać i przydać. Teraz kupuję kosmetyki, perfumy i książki. Co wcale nie jest takie proste. Na szczęście za każdym razem udawało mi się trafić w dziesiątkę. Co nie zmienia faktu, że miałam stracha. :) Z racji iż jestem konsultantką Avonu dużo łatwiej jest mi wybrać coś, jeśli ktoś jest moim klientem. Wtedy nie ma problemu, bo wiem co taka osoba  kupuje i czego aktualnie potrzebuje. Znam również kosmetyki, co tylko ułatwia mi sprawę.
No,ale oddawać nie wypada. Dlatego zanim coś kupimy warto przeprowadzić wstępny wywiad w tym kierunku.
A jeśli nie spodoba mi się prezent?
Oczywiście ślicznie dziękujemy i w żadnym wypadku nie okazujemy naszego rozczarowania prezentem.
Zazwyczaj taką rzecz można wymienić. Coraz częściej zdarza się, że dostajemy prezent razem z rachunkiem bądź kodem kreskowym. I jeśli tylko nie spodoba się nam, możemy wymienić na coś zupełnie innego. Byłam w takiej sytuacji,wymieniłam podarowaną rzecz i byłam zadowolona.
Czy wypada dawać prezent razem z rachunkiem? 
Raczej się tego nie robi. Zazwyczaj nie chcemy żeby dana osoba wiedziała ile kosztował nasz prezent, więc po prostu warto zaznaczyć, że mamy rachunek i w razie niezadowolenia możemy wymienić na coś innego. Tylko wtedy już niestety musimy zapytać co to ma być. :) Ważną zasadą jest dawanie prezentu bez ceny. Czyli warto sprawdzić czy zakupiony podarunek nie ma ceny na opakowaniu.
Jakie opakowanie?
Opakowanie jest ważną sprawą. Bo zanim dowiemy się co jest w środku najpierw widzimy opakowanie zewnętrzne. Warto zatroszyć się, aby prezent od nas był zapakowany starannie. Nieważne czy jest to torebka, czy papier , a może folia. Najważniejsze, żeby ładnie wyglądało i przykuwało uwagę osoby obdarowywanej. W naszym domu coraz częściej zdarza się, że sami pakujemy prezenty, korzystając przy tym z folii lub papieru. Na koniec zdobimy własnoręcznie wykonanymi dodatkami. Efekt piorunujący!)
Dostałam prezent! I co dalej? 
Warto pamiętać, aby prezent wręczyć tuż po zdjęciu kurtki i wejściu do pokoju.
Według zasad savoir vivre osoba obdarowywana powinna podziękować za prezent i natychmiast go otworzyć/rozpakować. W innym razie może to zostać odebrane za lekceważenie.
Nawet jeśli prezent nie trafił w nasz gust należy robić dobrą minę do złej gry, raz jeszcze podziękować i nie dawać po sobie znać, że coś nam się nie podoba. :)
Nie mam prezentu i co teraz?
Pewnie zdarzyło się Wam, że dostaliście prezent od osoby dla której to Wy nie mieliście prezentu. Powodów może być wiele, na przykład nigdy nie dostaliście prezentu od tej osoby i nie byliście na to przygotowani, albo najzwyczajniej w świecie zapomnieliście kupić. Nie wpadajmy w panikę. Warto wtedy podziękować i powiedzieć, że osoba robiła sobie niepotrzebnie kłopot, ale przy najbliższej nadarzającej się okazji należy się zrewanżować.  Jeśli koniecznie chcecie coś ofiarować, warto zaprosić tą osobę na kawę w najbliższym tygodniu, na spacer lub po prostu podarować mu pyszne pierniczki w ładnym opakowaniu. :) 
Lista prezentów.
Popularne stają się listy prezentów tworzone przez nas samych. Dzięki nim mamy pewność, że dostaniemy coś, co nam się spodoba i przyda.  W dzieciństwie pisaliśmy listy do Mikołaja, dziś piszemy po prostu listy...
Moja lista prezentów?
Przyznam szczerze, że kupienie prezentu dla mnie jest niezwykle proste. Po pierwsze, zazwyczaj cieszę się ze wszystkiego, a po drugie, wystarczy wiedzieć czym się interesuję... A żeby się dowiedzieć wystarczy albo spojrzeć na bloga albo mnie dobrze znać. :)
Niestety (albo i stety) większość osób z rodziny lub znajomych nie śledzą mojego bloga. Także ta lista będzie zdecydowanie dla mnie... A to dlatego, że często zapominam co to ja chciałam sobie kupić. :))  A także i dla Was, może  komuś podsunę pomysł na prezent. :)
Jednak ograniczę się tylko do 3 pozycji, gdyż mogłabym nie skończyć nigdy... :))
1. Pakiet: Przepis na szczęście + Nastrojowy notatnik (Katarzyna Michalak)

Pierwszą  pozycję zajmuje bezkonkurencyjnie książka pani Kasi wraz z cudownym dodatkiem. Idealna dla osoby kochającej gotować i czytać. :)  Jest to edycja limitowana, do kupienia wyłącznie w salonie Empik.

2. Zestaw do decoupage
Już od dawna zabieram się za kupno  tego zestawu, ale cały czas mi nie po drodze. Bardzo chętnie w wolnej chwili porobiłabym coś twórczego. :)
 3. Wałek do ciasta
W domu mamy tylko tradycyjny drewniany, który nie obraca się przy wałkowaniu... Dużo wygodniejszy jest właśnie taki, który podczas wałkowania obraca się. :)
A jak jest u Was?
Kiedy kupujecie prezenty?
Co chcielibyście dostać w tym roku na Święta? :)

niedziela, 24 listopada 2013

Liebster Blog, czyli o tym jak Asia zorganizowała moje niedzielne popołudnie. :)

O rany!
Weszłam na bloga, pisałam nowy jesienny post, aż tu nagle taka niespodzianka!
Mój skromny blog został nominowany do Liebster Blog Award!
A to wszystko za sprawą Asi  (Siedlisko pod Lipami) - która w moich oczach jest osobą, która potrafi wszystko zorganizować, a swoją osobowością i charakterem przekonuje do siebie ludzi. Asiaa! Ty chyba nigdy nie przestaniesz mnie zaskakiwać! :)


Zasady zabawy :
Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów jeszcze nie rozpropagowanych na tyle, na ile zasługują, czyli o mniejszej liczbie obserwatorów niżbyśmy chcieli, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.
Pytania od Asi  i moje odpowiedzi :
 1. Najważniejszy dzień z życia?
Z racji mojego 22- letniego stażu życiowego za najważniejszy dzień uznaję obronę dyplomu, który pozwolił mi zdobyć wymarzony zawód. (Teraz tylko czas na znalezienie pracy.) :)
2. Co wywołuje Twój uśmiech?
Nie ukrywam, że lubię się uśmiechać, a powód zawsze się znajdzie...
- widok szczęśliwych zwierzaków,
- kiedy wszystko idzie po mojej myśli,
- ulubiona muzyka usłyszana w radiu,
- wspólne oglądanie rodzinnych fotografii,
- kiedy w Wigilię pada śnieg, 
- spotkanie z przyjaciółmi i najbliższą rodziną,
- widok listonosza/kuriera, który ma dla mnie ważna przesyłkę! :)
- piękne widoki podczas jazdy rowerem,
- wypłata,
- kiedy rano pojawia się słońce,
- ...
3. Filmowa fascynacja?
Trudno określić. Aktualnie jestem na etapie fascynacji filmów na faktach .
4. Literacka fascynacja?
Ostatnio moją fascynacją literacką jest każda książka wychodząca spod ręki  Katarzyny Michalak. :)
5. Wymarzony prezent?
Co jakiś czas  znajduję rzeczy, które koniecznie przydałyby mi się pod ręką.
Aktualnie marzę o dobrym sprzęcie do fotografowania, zwłaszcza, że jest co fotografować. :)
6. Życiowe motto?
'Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. One przyjdą same.'
                                                                                            Phil Bosmans
7. Góry, czy niziny? A może morze?
Zdecydowanie niziny. Morza mam dosyć z racji pracy sezonowej, a góry cały czas mam tylko w planach.
8. Pierwsze wspomnienie z dzieciństwa? 
Pierwsze wspomnienie jest małym przebłyskiem kiedy to wraz z ciocią (którą serdecznie POZDRAWIAM) i siostrą szłyśmy na spacer. W pewnym momencie zobaczyłam śliczną, kolorową, włochatą gąsienicę, po którą od razu się schyliłam i chciałam wziąć na ręce. Niestety ciocia była szybsza i stanowczo mi tego zabroniła.  Od tamtej pory boję się tych stworzeń. :))
Szkoda, że człowiek nie jest w stanie pamiętać wszystkiego z tak pięknego okresu swojego życia...
9. Miasto, czy wieś i dlaczego?
Odpowiedź jest tylko jedna - WIEŚ!
Na wsi potrafię się wyciszyć, uspokoić, rozluźnić, zrelaksować. Kiedy mnie nosi, wsiadam na rower i pędzę wśród pięknych krajobrazów, przyjemne z pożytecznym. To tutaj zawsze się odnajduję. A najbardziej kocham wieś za to, że ma swoje smaki, zapachy i tradycje. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej... 

10. Jakie wnętrza lubisz?
Wnętrze musi być cieple i przytulne. Takie, w którym dobrze się czuję.
Uwielbiam mieszankę stylu eko, vintage i klasycznego. Tak, zdecydowanie! :)
Mam nadzieję, że kiedyś w moim domu uda się stworzyć właśnie takie wnętrza. 
11. Wzór do naśladowania?
Najtrudniejsze z pytań ... 
Chyba nie mam jednej, upatrzonej osoby, która byłaby wzorem do naśladowania biorąc pod uwagę wszystkie aspekty.   Raczej jest to kilka osób, które w określonych dziedzinach są dla mnie wzorami. I takim wzorem są między innymi moi rodzice.

Pytania ode mnie :
1. Jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie z polską wsią?
2. Bez jakiej rzeczy nie wyobrażasz sobie życia?

3. Jaka jest Twoja najczęstsza myśl tuż po przebudzeniu?
4. Książka, którą poleciłabyś w przyszłości (tej dalekiej lub nie) swojej dorosłej córce?
5. Co znajduje się w Twojej torebce?
6. Do której postaci literackiej bądź bohaterki serialu lub filmu jesteś podobna?
7. Jaka jest najpiękniejsza chwila Twojego życia? 
8. Co najbardziej cenisz w ludziach?
9. Skąd pomysł na nazwę bloga?
10. Jaka jest Twoja popisowa potrawa?
11. Kim chciałaś być w dzieciństwie i dlaczego?

Oraz lista nominowanych  blogów:
1. Moja Mala Zagroda 
- za poruszanie ciekawych tematów i rozwijanie pasji. :)
2. Zapachy z kuchni Kamy
- za pyszne przepisy i smaczne zdjęcia! :)
3. Słoneczne niezapominanie
- za słoneczną przemianę wiejskiego domku. :)
4. Być zdrowym i szczęśliwym 
- za wspaniale wskazówki i przepisy, by żyć zdrowiej. :)
5. Ostoja Tupai
 - za walkę, trudy, ale też uroki i piękno zmian, które przynoszą ciekawe historie. :)
6. Little Me
- za dobre rady i obiektywne recenzje. :)
7. Z karotką każdego dnia...
- za "radosną twórczość". :)
8. Anthony garden 
- za wspaniałą przygode z ogrodem w tle. :)
9. Za Moimi Drzwiami ...
- za piękne opowieści z życia codziennego. :)
10. Magiczna Kuchnia Ilony
- za przepisy, które same się proszą o zrobienie. :)
11. Koalas house
- za dobry początek :)

Na początku wydaje się, że odpowiadanie na 11 pytań jest bajecznie proste. Jednak mi zajęło cały dzień (oczywiście z przerwami).  Wytypowałam blogi, które uwielbiam, ale są również takie, które tak jak mój zostają po raz pierwszy wyróżniony. To dla mnie ważne. Czasami zdarza się tak, że obserwuję i śledzę co dzieje się u Was, ale nie zawsze zostawiam po sobie ślad. Dlatego to wyróżnienie jest czymś w rodzaju potwierdzenia mojej obecności i ukłonu w Waszą stronę.  Teraz ja czekam z niecierpliwością na Wasze odpowiedzi! :)

czwartek, 21 listopada 2013

IMBIRowo

 Jednak choróbsko nie daje za wygraną. Jest lepiej, ale nie na tyle żebym poszła na zajęcia. Mam nadzieję, że jak odpuszczę sobie weekend na uczelni, to wyzdrowieję. Bo w czwartek miną dwa tygodnie od czasu kiedy to wszystko się zaczęło. Także syropy, tabletki, krople, spraye i inne cały czas mam pod ręką. I powoli zaczyna brakować mi cierpliwości. Bo ile można?!
Na szczęście dziś dotarła do mnie przesyłka, która pasuje do mojego obecnego stanu. I była jedyną zaletą w tym całym zdrowotnym zawirowaniu. Całkowicie zapomniałam, że brałam udział w zabawie, a wybrane osoby miały otrzymać  rozgrzewającą przesyłkę, w skład której wchodziły dwie paczki cukierków o smaku IMBIR, miód i cytryna. Wszyscy domownicy zdziwieni, że od razu rozpakowałam, spróbowałam i poleciałam pisać opinię. :)) No cóż... lubię cukierki marki Verbena, często po nie sięgam kiedy drapie w gardle i nie tylko. Dziś miałam okazję spróbować czegoś nowego iii... posmakowało! Na początku czuć miód i cytrynę, a kiedy wypłynie nadzienie, zdecydowanie dominuje smak imbiru do końca, nawet kiedy cukierek się skończy. Idealne rozwiązanie  dla tych, którzy lubią intensywny smak. Dla mnie dodatkowym atutem był fakt, że cukierki wspomagają moją kurację. :) Rzeczywiście cukierki rozgrzewają, więc warto sięgnąć po nie w chłodny dzień. Miałam podzielić się z Wami linkiem, ale niestety już zakończyli zabawę.  Jednak zaobserwowałam, że często robią takie akcje, więc warto śledzić ich stronę lub profil na Facebooku. A może ktoś brał udział w tej akcji? Albo już próbował cukierków? :))


środa, 20 listopada 2013

Przerwa!

Ależ mnie długo nie było!
W piątek zakończyłam swoją krótką przygodę z pięciolatkami.
Nabrałam nieco doświadczenia, ale przede wszystkim zżyłam się z dzieciaczkami.
Początki były trudne, ale z dnia na dzień było coraz lepiej.
Dostałam stosy laurek, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że dzieci mnie polubiły. :)
Wprowadziłam im dużo nowych rzeczy, między innymi nowe zabawy muzyczno-ruchowe, które wykonywały z ogromną przyjemnością. Nawet rodzice zauważyli, że dzieci przez te dwa tygodnie wracały do domu i pokazywały co nowego potrafią. To jest bardzo motywujące. Mam nadzieję, że z biegiem czasu będzie coraz więcej takich sytuacji. :)
Jak to zwykle bywa nie obyło się bez przykrej sytuacji. Nie będę dokładnie opisywała, bo nie o to tutaj chodzi. Po prostu jeden z rodziców bardzo chciał udowodnić, że jest mądrzejszy. Osoba ta była może ciut starsza ode mnie i chyba nie była poinformowana, że ukonczyłam studia i mogę wykonywać ten zawód. Bardzo zależało jej na tym, aby mnie zniechęcić/zastraszyć. Sama już nie wiem co miała na celu.  Nie udało mu się to. Jedno jest ważne, że właśnie takie sytuacje mają czegoś nauczyć... no i nauczyły! Współpraca z rodzicami nie należy do najłatwiejszych, zwłaszcza jeśli rodzice pochodzą z najbliższego otoczenia...  Osobiście uważam, że warto dbać o relację rodzic-nauczyciel. Jednak jak wiadomo zależy to zarówno od rodzica jak i nauczyciela. Samemu nie da się nic zdziałać.
Kiedy przepracowałam te dwa tygodnie stwierdziłam, że zostaje mi mało czasu na przyjemności, między innymi pisanie. Myślę, że była to kwestia nabrania wprawy. Każdy mój dzień zaczynał się o 6:50. Zajęcia zaczynałam o 8:40, jednak już w szkole byłam o 7.40! Wtedy byłam spokojna o to, że wszystko zdążę przygotować. Do domu wracałam po 14.30. Wiadomo, obiad, jakieś sprzątanie, przygotowywanie się do zajęć, rozmowy z domownikami i dzień mijał. A nie chciałam pisać na szybko. Dlatego zanim nabrałam wprawy, moja praca się już skończyła.
Po tygodniu pracy dzieci zdążyły mnie zarazić. Po prostu mój organizm nie był na tyle uodporniony by się obronić. W piątek prosto z pracy pojechałam na zajęcia do Gdańska. Tam było coraz gorzej. W niedziele nie wytrzymałam i jeszcze przed południem wróciłam do domu. Wykupiłam pół apteki i wydawało się, że jest lepiej. Jednak polepszenie było chwilowe. Dokończyłam co zaczęłam i dopiero dziś poszłam do lekarza. Oczywiście dostałam antybiotyk  i zwolnienie z zajęć. Jednak jak tu wyzdrowieć, kiedy trzeba być na zajęciach? Są sprawy ważne i ważniejsze, więc z pomocą antybiotyku i innych specyfików również domowych postaram się wrócić do formy!
W poniedziałek po raz kolejny stałam się osobą bezrobotną, ale mam cichą nadzieje, że w końcu coś się trafi. Bądź co bądź do CV doszło kolejne doświadczenie. :))
A poniżej kilka zdjęć z pierwszego tygodnia listopada...
Dziś już liści nie widać na drzewach, ale kwiaty wyglądają pięknie mimo pogody i temperatury. W tym roku jestem zachwycona  różami.



środa, 6 listopada 2013

Zaufanie zdobyte!

Kolejne dni minęły...
Jak pierwszego dnia byłam przerażona, tak teraz powoli stwierdzam,że jest coraz lepiej.
Wydaje mi się, że dzieci zaczynają się przyzwyczajać do nowej osoby w klasie. Z ust rodziców padają pochwały, co mnie bardzo cieszy . A jeszcze bardziej cieszy mnie fakt, że pozostali nauczyciele widzą, że dzieci są radośniejsze! :) Codziennie przyjeżdżam godzinę wcześniej do pracy. Biorę klucze, dziennik i idę do ”swojej klasy”. Tam przygotowuję się do zajęć, wietrzę klasę, aby było choć trochę świeżego powietrza, uzupełniam dziennik iiii... zanim się obejrzę, przychodzą dzieci.
Specjalnie dla nich codziennie biorę laptopa. W klasie nie ma telewizora, więc jakakolwiek prezentacja, film czy nawet bajka jest odtwarzana właśnie na laptopie. Dzieci wtedy pięknie organizują ”salę kinową” i jest cisza jak makiem zasiał... I to właśnie odróżnia te dzieciaczki od ”miastowych”, bo one są szczęśliwe, że ktoś się stara i próbuje im urozmaicić zajęcia.
Moi dawni nauczyciele wołają do mnie ”koleżanko z pracy”, dziwne uczucie, no ale ja zostaję przy ”Pani”. Tak będzie zdecydowanie bezpieczniej, zwłaszcza, że to praca krótkoterminowa. :)) Dziś byłam w Urzędzie Pracy, kiedy już minie 9 dni, po raz kolejny będę musiała tam zawitać. Bez sensu, no ale cóż. Nadal szukam ogłoszeń, nawet dziś zaniosłam CV, bo w końcu kiedyś musi się udać! :)

poniedziałek, 4 listopada 2013

Pierwsze koty za płoty...

Na samą myśl o dzieciaczkach, rozpływałam się... do czasu.
Do pracy poszłam świetnie przygotowana. Zaopatrzyłam się we wszelkie pomoce i udogodnienia.
Wszystko wskazywało na to, że wrócę z równie dobrym nastawieniem...
Kiedy przez 2 dni obserwowałam nauczycielkę i dzieci, rzeczywiście, może nie wszystko było takie, jakie powinno być, ale przymknęłam na to oko.  A i dzieci było mało, bo wiadomo taki czas, więc pomyślałam, że nie będzie tak źle, jeśli dzieci powoli zaczną zdrowieć. 
Dziś miałam komplet (-1). Jakież było moje zaskoczenie, że w ciągu kilku dni wyzdrowiało ponad 10 dzieciaczków! Oczywiście nie brakuje kaszlu i kataru u tych dzieci. ( Chyba zacznę brać coś na odporność, bo kiepsko to widzę...) 
Szybko zorientowałam się, że dzieci wyczuwają nową osobę i próbują wejść na głowę. Nie jestem osobą, która lubi krzyczeć i karać,więc do pewnego czasu przymykałam oko. Jednak dzieci same skłoniły mnie do podjęcia nieprzyjemnych działań. Była też pogadanka na wszystkie możliwe tematy.
I teraz zastanawiam się czyja to wina, że dzieci nie reagują na polecenia,  nie potrafią wspólnie się bawić, nie używają zwrotów grzecznościowych, robią co chcą etc. Dzieci mają dopiero po 5 lat, więc można im wybaczyć. Ale gdzie jest nauczyciel, który opiekuje się nimi już 3 miesiąc, gdzie są rodzice? Dzieciaczki w tym wieku aż chłoną wszelkie zachowania, to czemu nie chłoną Tych dobrych?  No właśnie... bo nie mają dobrego przykładu.
Wiem, że jestem młoda, wiem, że moje doświadczenie jest niewielkie, ale wiem też jak mogą zachowywać się dzieci, które mają nauczyciela z powołania. Nie chodzi o to żeby chodziły jak zegarku, ale o to, żeby miały dobre nawyki we krwi.
I każdy wokół szepcze, że nauczycielka juz taka jest, że nie wymaga nic od dzieci... A co najważniejsze, żebym nie próbowała ich czegoś nauczyć, bo ona to zaprzepaści. A rodzice, jak to rodzice, większość nie ma czasu . Oczywiście, uogólniam, bo jest kilkoro dzieci, które rzeczywiście są grzeczne, poukładane, ale giną wśród reszty.
I takie oto smutne wnioski wysunęłam podczas pierwszego dnia w pracy. Od zawsze byłam przekonana, że nauczyciele (zwłaszcza ci miastowi) na wsi mniej wymagają od dzieci. Mowa tu o zachowaniu jak i nauce. To niezwykle krzywdzące, a z roku na rok jest coraz gorzej. Wiem, bo wychowałam się w tym środowisku, a wyniki testów również mówią same za siebie...

sobota, 2 listopada 2013

Listopadowy promyk.


Wraz z listopadem pojawił się mały promyk nadziei w moim życiu zawodowym...
Przez całe najbliższe dwa tygodnie będę prowadziła zajęcia z pięciolatkami. Dobrze jest mieć w pobliżu szkołę podstawową. Cieszy mnie to, zwłaszcza, że będę uczyła w szkole, którą sama kiedyś kończyłam. Jakie to dziwne uczucie, kiedy dawny nauczyciel nie traktuje Cię jako ucznia, tylko jak innego nauczyciela! :) Spotkałam się z rożnymi opiniami. W większości były przychylne. Wszak, niezbyt często zdarza się, żeby ktoś ukończył studia w naszej okolicy i dostał pracę.  Moja dawna wychowawczyni powitała mnie niezwykle serdecznie. Byli też tacy, którzy patrzyli wrogo, ale nauczyłam się, że nie ma co się  denerwować. Zazdrość była, jest i będzie. Należy robić swoje i cieszyć się z tej krótkiej przygody z pięciolatkami! :) Kilka dni obserwowałam dzieci, zapoznawałam się z nimi. Większość rodziców znam, bo w końcu to moje tereny. Jestem pewna, że nie będziemy się razem nudzić. Wystarczyły dwa dni żebym napisała scenariusze na wszystkie dni. Jutro będę przygotowywała środki dydaktyczne, dzięki czemu w tygodniu będę miała chwilę oddechu.
W międzyczasie nadal szukam stałej pracy. Mam nadzieję, że pojawi się jakaś oferta, dzięki której będę mogła w końcu stanąć na nogi.
Co do dojazdów na uczelnię... Po moim poście, ktoś wyciągnął pomocną dłoń, dzięki czemu mam nocleg i nie muszę wracać po nocy. Nie tracę czasu na dojazdy, a rano mogę się wyspać. Dzięki Asia! :)