czwartek, 31 października 2013

Pamiętamy...

Dawno mnie tu nie było...
Ale to wcale nie oznacza, że nie bywam u Was.Czasami nie zostawiam śladu, ale wiedzcie, że jestem.
Przed nami ważne dni-  jutro 1 listopada, czyli  Dzień Wszystkich Świętych, a 2 listopada Dzień Zaduszny.
Czas zadumy, wyciszenia, wspomnień i modlitwy. Często zastanawiam się jak to jest po tej ,,drugiej stronie,, i za każdym razem wierzę, że jest lepiej. To, czy ktoś wierzy w życie po śmierci czy nie jest sprawą indywidualną. Jednak ja czuję, że osoby, które odeszły są gdzieś obok, blisko. Może porównanie wyda się Wam banalne. Zwróćcie uwagę na pierwsze zdania... Ja traktuje właśnie tak obecność zmarłych. Oni są, nie widać ich, ale jestem świadoma ich obecności. 

Zwykle pod koniec października można zauważyć gwałtowny wzrost osób odwiedzających cmentarze. Wszystko to jest zrozumiałe. Wiadomo, że każdy chce, aby był porządek na
grobach i to się chwali.  Jednak jak to bywa w małej parafii wszystko można zauważyć. Jestem osobą, która często odwiedza cmentarze. Nie tylko kiedy zbliżają się święta. Zwykle kiedy czuję potrzebę odwiedzenia grobów po prostu tam jestem, modlę się, ale kiedy mam więcej czasu zabieram się za sprzątanie. Dla mnie to coś zupełnie normalnego. Tak już byłam wychowana.  Ale są groby, które czekają cały rok na odwiedziny, są groby, które czekają kilka lat na odwiedziny, są niestety też takie, które nie doczekały się odwiedzin. Jest to przykre. Sama dbam o grób, który odwiedzany jest tylko właśnie 1 listopada. Rozumiem, że niektórzy mieszkają daleko, że mają pracę, rodzinę etc.  Natomiast jeśli czasami spotyka się ludzi na mieście, w sklepie czy  w innym miejscu, a na cmentarzu pojawiają się tylko 1 listopada to coś jest nie tak. 
Ludzie, którzy są dla nas ważni i odchodzą, według mnie nadal pozostają w pamięci. I nawet obecność na cmentarzu, modlitwa,  kwiatek, znicz jest okazywaniem szacunku. Jak widać nie każdy to tak rozumie. 
Jednak nieobecność tyc ludzi jest niezwykle bolesna. Ból, który jest nie do opisania. Rozmawiamy, śmiejemy się, zwierzamy, odwiedzamy i życie jest piękne. Jednak wystarczy jedna krótka chwila i  cały świat potrafi się nam zawalić. Nigdy nie przywyknę do nieobecności ważnych ludzi w moim życiu, ale staram się pielęgnować tą więź, która mimo wszystko trwa...



poniedziałek, 21 października 2013

Jesiennie mi ...

Ostatnie dni minęły zdecydowanie za szybko.
Miałam zjazd na uczelni. Piątek, sobota i niedziela wyjęte z życia.
Od rana do wieczora, pomijając piątek.  Z racji iż mieszkam jakieś 75km. od Uniwersytetu w Gdańsku mam problem z dojazdami. Czasami nie pasują mi autobusy, czasami w domu byłabym po 23, więc staram się znaleźć jakieś lokum. Oczywiście jest ciężko znaleźć coś taniego na 1-2 doby.  Jedną noc razem z koleżanką spędziłyśmy w akademiku. Wszystko było super, co prawda nie było firanki w oknie, ale zawiesiłyśmy koc. Pokój sąsiadował z łazienką. Na początku byłyśmy zadowolone. Później już mniej, kiedy słyszałyśmy szum wody za ścianą. Jak to bywa u mnie w nowych miejscach miałam problem ze snem, nie pomagała również impreza, która trwała do 4 nad ranem, a ja wstawałam o 6 ... Jednak wiedziałam czego mogę się spodziewać, więc   ostatecznie uważam, że było zdecydowanie szybciej i wygodniej niż dojazdy.
Szukałam ogłoszeń  wynajmu pokoi u rodzin. Niektórzy wynajmują tylko w wakacje, niektórzy tylko na minimum tydzień. Znalazłam więc odpowiednie ogłoszenie dzwonię i wysłuchuję, jak to się pani nie opłaca, jak to jej ciężko bla bla bla... No to po co zamieszczać ogłoszenia?
Naprawdę czasami ludzie są dziwni. Albo ja na takich trafiam...
Odbiegając od tematu...
Październik mija w tempie błyskawicznym. Liści na drzewach coraz mniej. Pogoda zaczyna powoli wariować. Przyszło ochłodzenie. Słońce ustępuje deszczowym chmurom...
Dziś nad ranem obudziła mnie burza. Jednak nic nie zmienia faktu, że jesień jest nadal piękna. 
 Podobno ma jeszcze przyjść ocieplenie, na co liczę. :)

Truskawki w październiku? Czemu nie? :)







niedziela, 13 października 2013

W życiu ciężko bywa...

Wieczór, 13 października.
Przyłączam się do rodziny oglądającej film, tak dla odmiany.
Mission: Impossible - Ghost Protocol.

I wcale nie będzie to recenzja ani opinia na temat filmu...
Kiedy tylko kończy się film za oknem słychać po
grzmiewanie.
Pierwsza myśl : burza!
Rzeczywiście zaczyna coraz mocniej padać, momentami błyska się.
Jesienna burza, która jest rzadkim zjawiskiem.
W sieci pojawia się coraz więcej informacji, że możliwe burze, praktycznie w całej Polsce. 

Na szczęście ma być spokojnie. :)
Zdecydowałam, że burza jest idealnym momentem aby podsumować prawie pierwsze dwa tygodnie października. Idealny moment aby postawić wielką krechę i zacząć od nowa każdy kolejny dzień.
Dziś wiem, że wśród moich znajomych, Tych zaufanych i bliskich była osoba, która zakładała maskę. Kiedy ją zdjęła, przejrzałam na oczy. To nie jest mój przyjaciel, za którego
go miałam. Jak można po tylu latach okazać się całkowicie innym człowiekiem?! Jak można kłamać i oszukiwać na każdym kroku?! Jak można zdobywać zaufanie przez lata, a później burzyć je w ciągu sekundy?!
Dla mnie jest to nie do pomyślenia.
W sercu pozostał wielki ból. Jednak rana kiedyś się zagoi.
Jedno jest pewne. Jestem osobą ufną i przyjaźnie nastawioną do ludzi, ale takie sytuacje zmieniają mnie. Wiem, że to zaufanie będzie ciężko zdobyć, ale jeśli ma być to prawdziwa przyjaźń, to przetrwa wszystko.
A przecież po każdej burzy pojawia się słońce. Mam nadzieję, że pojawi się również w tej drugiej kwestii, w kwestii pracy.

Jak już wiecie (albo i nie) od września namiętnie poszukuję pracy w zawodzie. Szukam, szukam i znaleźć nie mogę. Daję sobie czas do końca październiku,  później będę łapała  co się da...
Ostatnie doświadczenie jakim było odrzucenie mojej aplikacji jeszcze przed rozmowami kwalifikacyjnymi było wielkim ciosem.
Sprawa jest dosyć zawiła i długa, ale postaram się Wam przedstawić ją jak najkrócej.

Pojawiły się dwa wolne miejsca w wiejskim przedszkolu, w sąsiedniej gminie. Zadzwoniła do mnie znajoma ze studiów z pytaniem czy nie jestem zainteresowana. Oczywiście, że byłam. Później sprawy potoczyły się bardzo szybko, telefon do wójta, wysyłanie CV i niecierpliwe oczekiwanie na jakąkolwiek wiadomość. Niestety dni mijały, a ja nie dostawałam odpowiedzi. Byłam w stałym kontakcie ze znajomą. Któregoś pięknego słonecznego dnia zadzwoniłam do niej i dowiedziałam się, że ona otrzymała taki telefon, ale to nie jest rozmowa kwalifikacyjna tylko jakieś spotkanie. Miałam nie tracić nadziei, więc pozostawały marne szanse. Tego samego dnia po 18.00 dostałam od niej wiadomość, że została przyjęta.
Następnego dnia pracowała z inną dziewczyną. Naprawdę, cieszę się, że jej się udało. Jednak pozostał pewnien niesmak...Wybór nauczycieli odbył się bez rozmowy kwalifikacyjnej. Ja na samym początku zostałam skreślona, pomimo iż ukończyłam tą samą uczelnię. Jedynym plusem znajomej był fakt pochodzenia z tej właśnie gminy. Jednak myślę, że kierowanie się tylko miejscem zamieszkania jest nieuzasadnione. 

Podobno pracę miały dostać osoby ze wsi, bo jest im trudniej zdobyć pracę. Szkoda, że druga osoba była z miasta.
Kochani, ten przykład pokazuje, że w dzisiejszych czasach niestety coraz popularniejsze stają się układy i wszelkie znajomości. 

Owszem, można na to sobie pozwolić prowadząc własną firmę i wtedy wybierać samych znajomych.
Jednak tutaj praca była z urzędu miny, dodatkowo projekt był współfinansowany z UE. 
Wójt jako przedstawiciel jest pracownikiem instytucji państwowej, więc nie powinien dopuszczać się takich rzeczy! No,ale kto mu zabroni? Kto mu udowodni?
Czy muszę wspominać, że znajoma miała mamę pracująca w oświacie i przy okazji była znajomą wójta?

A o tym, że druga osoba również?
Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni.
Nie mniej jednak bardzo to przeżyłam. Było mi po prostu zwyczajnie po ludzku przykro. Po kilku dniach wzięłam się w  garść, wysłałam szereg CV do przedszkoli i szkół, wcale nie licząc na jakiś odzew. Szukając ogłoszeń nie znajduję żadnego, które byłoby adekwatne do mojego wykształcenia/zawodu.
Część z Was pewnie pomyśli, że tyle jest pracy dla młodych ludzi.
Może nie do końca, ale coś by się znalazło.
Tylko, że ja pracuję 3 miesiące w wakacje po 12-15 godzin dziennie. Właśnie ta praca nauczyła mnie szacunku nie tylko do każdego zawodu, ale także do nauki. Dlatego studiowałam żeby zdobyć wykształcenie i móc pracować w zawodzie. Dzięki tej pracy mam opłacone studia i odłożyłam część na dojazdy. Jednak pieniążki skończą się wraz z kalendarzowym rokiem. I co dalej? 
Właśnie, wtedy pozostaje mi podjęcie jakiejkolwiek pracy, nie związanej ani z wykształceniem ani z zainteresowaniami... 
Bardzo zawiodłam się na całym tym systemie.  Dziś mieć wykształcenie wcale nie równa się ze zdobyciem pracy w zawodzie.
A szkoda...

piątek, 11 października 2013

Złota jesień

Dzisiaj słońce rozpieszczało nas swoją obecnością od samego poranka.
Nad łąkami unosiły się mgły.
Powietrze było przyjemne i ciepłe.
Kto by przypuszczał, że rzeczywiście doczekamy złotej jesieni?
Ten tydzień zaliczam do zdecydowanie udanych pod względem pogody.
Dziś krótka relacja z popołudnia spędzonego w gospodarstwie. 
Dawno temu zdałam sobie sprawę, że mając gospodarstwo tej pracy jest całe  mnóstwo, zdecydowanie więcej niż u nas...

Zawsze podobały mi się domy, przy których posadzone są drzewa. Zwłaszcza teraz, jesienią.
Rzeczywiście, kiedy liście opadną pozostaje tylko grabienie.
Czyż nie jest przyjemnością grabienie, kiedy pogoda dopisuje? :) 

Piękna złota korona...




czwartek, 10 października 2013

Bory Tucholskie

W sobotę,  5 października wybraliśmy się do Borów Tucholskich.
Zwłaszcza jesień jest piękna w tym miejscu.
Od kilku lat staramy się co roku jeździć właśnie tam.
Na grzyby, a przy okazji  popatrzeć na sielskie krajobrazy.
Mam nadzieję, że kiedyś zostanę tam na dłużej, aby zajrzeć w każdy zakątek tego niebywale wielkiego  i uroczego miejsca. 
W tym roku trafiliśmy na piękną pogodę.
Co prawda rano było zimno, ale później słońce, które pojawiło się od samego rana niezwykle grzało. 
Moja krótka fotorelacja  przekształcona w prezentację z wykorzystaniem typowego utworu jesiennego.
Niezastąpiony Vivaldi...


środa, 9 października 2013

Spacer rodzinny.

Jadąc do gospodarstwa po drodze spotkałam się z pewną rodziną...
Nie mogłam  do niej nie podejść.
Na początku tatuś był do mnie wrogo nastawiony, krzyczał. Jego partnerka starała się uspokoić męża. Kiedy zobaczył, że nie zrobię krzywdy jego rodzinie pozwolił mi towarzyszyć w spacerze zachowując dystans...



Poniżej krótki filmik, przepraszam za jakość, ale musiałam zrobić wersję, która będzie idealna do przesłania.
Mam nadzieje, że przynajmniej przez chwilę się zrelaksujecie przy cudownej muzyce. :)


wtorek, 8 października 2013

Jesienne porządki.

Ostatnie dni października, a wyglądając przez okno można śmiało stwierdzić, że  są wakacje.




Akurat! :)
Od 2 października u nas piękna słoneczna jesień!
Dlatego tak długo mnie tu nie było.
Korzystałam ile się dało z pogody żeby porobić porządki.
Część kwiatów wykopana. Kolejna część czeka na posadzenie cebulek.
Zmieniamy nieco koncepcję skalniaków, tak żeby był ład i skład.


Warzywa w większości zebrane, dziś na swoją kolej doczekała się papryka.



Jabłka dojrzewają w słońcu. Przed godziną zebrałam dwie skrzynki.
Teraz muszę pomyśleć co z nich zrobić, bo wiem, że nie przetrzymają zimy.
Tak jak podejrzewałam trawa rośnie jak szalona i konieczne będzie jesienne koszenie.
Później zostaną liście do grabienia.
Jestem pewna, że wyrobimy się ze wszystkimi obowiązkami, a wszystko dzięki pięknej i sprzyjającej pogodzie. :) 
W ostatnich dniach dużo się działo.
gościłam u siebie Asię z Siedliska pod Lipami .
A oprócz tego w weekend zaczęłam kolejny etap w swoim życiu - mianowicie - studia magisterskie.
I  nadal szukam pracy.
Jak się okazuje większość ofert pracy jest fikcyjna. Tzn. że oferta oczywiście jest, wolny etat jest, ale tylko dla znajomych. Ostatnio spotkałam się z tą przykrą sytuacją, ale o tym innym razem...

środa, 2 października 2013

Październikowy poranek.

Ledwo przewróciłam kartkę w kalendarzu, a już zdążyłam poczuć zmianę.
Wstałam wcześniej niż zwykle.
O 7.00 cały dom był wysprzątany, więc pobiegłam zobaczyć co się dzieje o tej porze na dworze.
To, co zastałam zdecydowanie mnie zaskoczyło.
No, bo tak, przez okno słońce świeci, więc jest ładnie.
Wychodzę i czuję jak rześkie powietrze uderza mnie w twarz.
A widok brata skrobiącego szybę samochodu wszystko wyjaśnia.
Był przymrozek.
Rano mogłam zaobserwować jego pozostałości...
Tak bardzo szkoda mi warzyw, owoców i kwiatów, które jeszcze próbują nadgonić zaległości. 
Podobno październikowe przymrozki nie są jeszcze groźne, więc mam nadzieję, że przynajmniej początek października  pozwoli nam na prace ogrodowe.





Róża kwitnie po raz kolejny... teraz ma około 10 pąków! :)

Szron na samochodzie.