niedziela, 28 kwietnia 2013

A po deszczu...

Deszcz jednak może zdziałać cuda! :)
Kiedy wieczorem zaczyna padać i pada przez całą noc, nad ranem można nie poznać własnego ogrodu, bo w nim wszystko jakby za pociągnięciem magicznej różdżki rozkwitło, strzeliło pąkami!
To dobrze...
Teraz z dnia na dzień wszystko się zmienia.
Długo czekaliśmy na ten moment, ale było warto.
Widoki rekompensują nam długie oczekiwanie.

Zdecydowanie pierwsze miejsce zajęła forsycja, która nareszcie zakwitła. Długo na nią czekaliśmy. W poprzednim roku pojawiło się zaledwie kilka kwiatków. Na szczęście w tym roku powróciła do swojej świetności! ;)
Największy problem miałam właśnie z tymi kwiatami. Tak to jest kiedy  co roku są, a nazwa umyka. Czyżby gęsiówka? ;)

Pierwiosnek pojawił się u nas symbolicznie już w lutym. Dziś jest go zdecydowanie więcej.

Pąki bzu, już niebawem będą zachwycać swoi  widokiem i zapachem.

Pąki jabłoni.

Kwiaty i liście śliwy.

wtorek, 23 kwietnia 2013

Kwiatki, bratki i stokrotki...

Ostatnio narzekałam na brak kwiatów.
Na dzień dzisiejszy jestem w pełni usatysfakcjonowana! :)
Trawa zielona jest? Jest!
Kwiaty są? Są!
W zeszłym tygodniu ujrzałam takie oto okazy...





Jak widać kwiaty są różne  w swoich barwach i gatunkach.
Mam nadzieję, że pogoda będzie sprzyjała sadzeniu nowych.
A ja doczekam się obfitych plonów... ;)

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Widok na rezerwat..

Z ciekawości poszłyśmy na wieżę widokową w Żówińcu/Żółwieńcu (na wsi  używane są dwie nazwy, na znakach ta pierwsza).
Trawa powoli się zieleni, miejscami można spotkać kwiaty, jednak to zwierzęta sprawiają, że można poczuć prawdziwą wiosnę!
Wieża widokowa jest jedyną taką atrakcją zlokalizowaną nad Druznem, a ponadto czynna jest cały rok...
Jednak gwarancji dotarcia na miejsce nie ma ze względu na przeszkody m.in. ścieżkę, która często jest zalana (najczęściej listopad-marzec).
Wczoraj dotarłyśmy bez  problemu.
Byłyśmy jedynymi turystkami. ;))
Co mnie cieszy, bo tyle razy spotkałam się tam z nieodpowiednim zachowaniem, że człowiek się tylko niepotrzebnie denerwuje.
Z roku na rok coraz trudniej wchodzi się na wieżę ze względu na  połamane deski, urwane poręcze.
Warto pamiętać, że oprócz dbania należy też zainwestować w jej utrzymanie i udoskonalenie.  Jednak nic nie dzieje się w tym kierunku. Wydaje mi się, że to wszystko zależy od gminy, a raczej rządzących nią, bo kto jak nie oni ma się tym zająć?
Nasza wieża jest skromna i zaniedbana porównując ją z wieżą w Starych Juchach...
Tam człowiek czuł się pewnie i bezpiecznie, a tutaj niekoniecznie.
Co nie zmienia faktu, że jest to wspaniałe miejsce. ;)



Widoki zapierają dech w piersi...
Nie widać jeszcze zieleni, która króluje na łąkach, jednak widać czystą, błękitną wodę.






Uroku dodaje  różnego rodzaju  ptactwo , które oprócz tego, że ładnie wygląda, to w większości  wydaje z siebie cudowne odgłosy.







A poniżej kilka zdjęć innych mieszkańców okolic...







wtorek, 16 kwietnia 2013

Podpalanie traw!

Minął prawie tydzień...
Pochłonęły mnie obowiązki na studiach i przede wszystkim prace porządkowe w ogrodzie.
Pewnie większość z Was się zgodzi, że jest to bardzo pracowity miesiąc.
Na szczęście praktycznie cały teren mamy pograbiony... a pracy jakby nie ubyło. ;)
Mamy dużo planów i energii , a mało czasu.
Jeśli pogoda dopisze prace będą szły sprawniej, a ja szybciej pokażę Wam jak można stworzyć coś z pomysłem używając tylko wyobraźni i materiałów, które można wykorzystać na wiele sposobów...
Jednak dziś napiszę o czymś ważniejszym.
Ostatnio byłam zbulwersowana kłusownikami. (Na szczęście z powracającą wiosną zauważyłam, że pojawia się coraz więcej saren, a co za tym idzie, kłusownicy skończyli swoje nielegalne polowania)
Dziś złoszczę się na podpalaczy.

Wiadomo, takie podpalenie niesie ze sobą lawinę nieszczęść.
I nie mam tu na myśli palenia liści w ogrodzie, pomimo, że to też ma negatywne skutki, ale jest kontrolowane!
Po pierwsze, jest to niebezpieczne dla ludzi, przy takim podpaleniu przecież może zginąć człowiek!
Jeśli mam się trzymać nieco pozytywniejszej wersji może dojść do zatrucia.
Dym powoduje utrudnienie w poruszaniu się po drodze, w konsekwencji może być przyczyną wypadków.
Po drugie, jest to niebezpieczeństwo dla zwierząt.
Ogień niszczy wszystko, łącznie z gniazdami ptaków, giną również bezbronne zwierzęta, które tracą orientację w dymie, mogą się zaczadzić i zginąć w wyjątkowo okrutny sposób.

Poniżej na zdjęciu zając, który był przerażony całą sytuacją, nie wiedział, w którą stronę ma uciekać...
 
Po trzecie, jest to niszczenie roślinności, a także gleby.
Kiedyś uważano, że wypalanie traw poprawia jakość gleby, jednak od tamtego czasu minęło wiele lat i próbowano ludzi uświadomić, że to nieprawda.
Takie wypalanie powoduje, że ginie wszystko, co jest korzystne i potrzebne glebie. Owszem trawa dość szybko się zazieleni, ale czy to jest ważne, gdy poza zieloną trawą  nie będzie żadnej korzyści ?
Udowodniono, że po wypalaniu plony są uboższe i aby uzyskać takie plony jak przed wypalaniem należy poczekać  ładnych parę lat.

Można tak wymieniać bez końca, ale czy ludzie, którzy bezmyślnie podpalają łąki, pola i inne użytki zdają sobie z tego sprawę?
Nie wiem, co kieruje takim człowiekiem.
Brak rozrywki?
Podniesienie poziomu adrenaliny?
Nie mam pojęcia, bo dla mnie to jest smutne, że takim zachowaniem niszczy się dosłownie wszystko.
To nie jest pierwszy raz w tym roku i boję się, że też nie ostatni.
Dzisiejszy pożar objął 15 hektarów, a tak wygląda widok na ambonę...

 Oczywiście na miejscu pojawiła się Straż Pożarna, która próbowała ugasić ogień.
Więcej na temat pożaru można przeczytać tutaj .

 A jak to jest u Was?
Zdarza się coś takiego?

środa, 10 kwietnia 2013

Nad Drużnem...

Wczoraj wybrałam się na krótkie rozeznanie w terenie.
Sprawdziłam co dzieje się w okolicy jeziora Drużno.
Nie spodziewałam się, że zaszły tam aż takie zmiany. ;)
Byłam tam dwa tygodnie temu... jezioro było zamarznięte, więc nic oprócz lodu i chłodu nie zastałam.
A wczoraj spotkała mnie miła niespodzianka.
Nie dość, że jezioro w większości już odmarzło, to w okolicy spotkałam kilku stałych bywalców.
Wczoraj zdążyłam napisać posta o sarnach, a raczej o ich braku. Rzeczywiście spotkałam sarny, ale one nie są one już tak odważne jak były, teraz usłyszą byle jaki szelest i uciekają, a kiedyś można było podjechać samochodem na bezpieczną odległość, a one się z miejsca nie ruszały...
No cóż, pozostaje mi tylko nadzieja, że to się szybko zmieni.
Sarny były trzy i tutaj potwierdza się mój wczorajszy wpis, saren jest coraz mniej, świadczyć mogą o tym tak małe grupy.
Jedna uciekła w stronę rezerwatu,a dwie pozostałe uciekły w przeciwną stronę, na pobliskie łąki.
Kiedy były już dość daleko, zatrzymały się, odwróciły, popatrzyły przez chwilę i pobiegły dalej.
(Pewnie były zdziwione, że nikt ich nie goni aż zatrzymały się żeby to sprawdzić.)



Żurawie...
Są pięknymi i dużymi ptakami. Są większe od bocianów.
Rzadko kiedy udaje się je sfotografować, gdyż są z natury płochliwe i bardzo czujne.
W Polsce jest to nieliczny gatunek, bo jest ich około 6 tysięcy, a na samej Warmii i Mazurach mamy aż około 1500-2000 osobników.
Na szczęście żurawie uwielbiają bagna, lasy i jeziora, które mają pod dostatkiem u nas, więc powinny zawsze u nas gościć , tym bardziej, że jest planowane zwiększenie populacji żurawi.




Na kolejnym zdjęciu znajduje się bażant!
Samotnie maszerował niedaleko brzegu jeziora.
Od dość niedawna wiem, że kogut różni się tym od kury, że jest większy, ma długi ogon  i ma ciemną głowę i jaskrawe upierzenie.
Kiedy tylko mnie zobaczył przyspieszył kroku. ;)
Ciekawostką jest to, że na kury jest całoroczny zakaz polowania, natomiast na koguty można polować od października do lutego, czyli teraz mają spokój przynajmniej od myśliwych.  


Poniżej  kwiatuszek, który mnie zmylił. :))
Dziękuję za sprostowanie Asiu :)
Też pospolity, ale podbiał.
Podobny do mniszka lekarskiego przynajmniej w etapie rozwijania, bo liście rzeczywiście różnią się.
Aleee pierwsze kwiaty pojawiają się już w lutym, ze względu na przedłużoną zimę u nas pojawiły się w kwietniu.





Na koniec kilka zdjęć rezerwatu jeziora Drużno...
Na pierwszym zdjęciu znajduje się fragment bramy do bazy rybackiej.
 




Brakowało mi tego widoku ! ;)

wtorek, 9 kwietnia 2013

Sarny, sarenki...

Sarny...
U  nas od dawna nie widziane.
A jaki jest powód?
Najgorszy z możliwych.
To nie zima, nie głód, a kłusownicy je wystraszyli.
Oby wystraszyli.
A to, że polowania na sarny(kozły) dozwolone są od 11 maja do końca października, a na sarny-koźlęta i kozy od dnia 1 października do dnia 15 stycznia to chyba nie muszę wspominać...
Oczywiście mnie to złości, ale na gorącym uczynku nie złapałam.
Walka z wiatrakami? Cyba tak...
Mam nadzieję, że sarny się u nas wkrótce pojawią .
Poniższe zdjęcia z 3.04 2011r.


poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Bociek numer 1 !


Jest!!!!!
Na gnieździe przed naszym domem pojawił się bocian!
Czyli mamy wiosnę!
Pamiętacie jakie przesądy krążą wokół bocianów? ;)
Pierwszy bocian na wiosnę  lecący zwiastuje szczęście, pomyślność, stojący ma zatrzymać zbliżające się szczęście, a siedzący... no cóż jest najgorszą wróżbą, podobno.
Dla młodych ma być to znak na temat wyjścia za mąż. No niestety najwidoczniej u mnie w tym roku żaden kandydat się nie zjawi... będzie stał i się zastanawiał. :))
To, że bocian wybiera nasze gospodarstwo ma oznaczać, że jesteśmy dobrymi, porządnymi i uczciwymi ludźmi, a przy okazji dzięki boćkom, będzie nam się szczęśliwie wiodło :)
I tu sprawdza się powiedzenie : „Szczęśliwy dom, gdzie boćki są”.
Tylko czy jeszcze w dzisiejszych czasach ktoś w to wierzy? 
U nas jest to normalne, niby każdy wie, że to jakiegoś rodzaju wróżba i niekoniecznie musi się sprawdzać, ale jednak co wiosnę czekamy na lecące bociany. ;)
A jak jest u Was?
Widzieliście już bociany?
A może znacie jakieś inne wróżby albo przesądy o bocianach? ;)








niedziela, 7 kwietnia 2013

Kwiecień plecień...


Dzisiejszy dzień kilka minut po siódmej wyglądał tak...
Aż chciałoby się powiedzieć, że to na Żuławach wstaje mgłą wilgotny dzień. ;)


 



Czyżby nadeszła już wiosna?
Już?!
Prognozy pogody mówią swoje, a sama pogoda robi swoje.
Jak to się dzieje, nie wiem.
Aczkolwiek nie robię sobie zbyt wielkich nadziei, bo ja wiosnę czułam już w lutym... ;))
Ostatni tydzień był zimowo-wiosenny, rzekłabym, że przeważała jednak część wiosenna, spójrzcie poniżej.
Słońca nie brakuje....
Moje ulubione miejsce do chwytania słońca. Wystarczy tylko jedno podwójne drzewo. :)


Zwierząt też nie brakuje...



Roślin również nie brakuje....




A i widoki też są niezłe. :)

Niby depresja, ale jaki widok na góry! :)