wtorek, 5 lutego 2013

Sssszzzzz!

Witam!
Dziś coś dla czytelników o mocnych nerwac! :)     
,,Zaklęci,, to książka, która pozostaje w pamięci na długo.

Pewnego deszczowego dnia Jack odkrywa piękną, opuszczoną posiadłość na uboczu. Przez głowę przechodzi mu myśl, by w tym miejscu i w tym budynku powstał cudowny hotel. Organizuje pieniądze i kupuje posiadłość. Jego żona nie była zbyt przychylna, ale ostatecznie się na to zgadza. Niestety na początku nikt nie wiem jaką tajemnicę skrywa opuszczony budynek. Wraz z biegiem akcji okazuje się, że sześćdziesiąt lat temu w tym mieścił się szpital dla psychicznie chorych morderców, gwałcicieli, psychopatów... W szpitalu przebywało łącznie 137 osób, a na ich czele stał Quintus Miller. Pewnego dnia wszyscy zniknęli. Okazało się, że na skutek uprawiania starożytnej magii zostali zaklęci w ścianach, murach budynku. Jednak nie mogą oni opuścić ścian dopóki nie zamordują 800 osób. Jack toczy walkę z Quintusem i jego orszakiem. Czy ta walka będzie wygrana? Książka wywarła na mnie piorunujące wrażenie. Jedno jest pewne, po jej przeczytaniu bałam się każdej ściany i oczyma wyobraźni widziałam jak postać porusza się w ścianie, a w uszach słyszałam SSSSSSSSSZZZZZZZZ. Tak! Książka cały czas jest w mojej pamięci. Jednak warto podkreślić, że jest interesująca i wciągająca. Autor opisał wszystkie postacie i zdarzenia tak realistycznie, że nie miałam problemu z wyobrażeniem sobie ich.
Zdecydowanie polecam i ... radzę czytać ją w dużych pomieszczeniach, gdzie jest masa ludzi. ;)



Szczegółowe informacje :
Autor: Graham Masterton
Wydawnictwo : Albatros
Data wydania : 09.09.2010
Ilość stron : 416
Cena : ok.30 zł

6 komentarzy:

  1. Wprawdzie nie jest to mój ulubiony gatunek ale zaciekawiłaś mnie tą recenzją i to baaardzo !Na pewno sięgnę po tę pozycję ,może niekoniecznie w najbliższym czasie ,bo dużej dawki emocji mi teraz nie brakuje ,wiec fundować sobie dodatkowe to już nie na moje nerwy:) ale przecież nadejdzie okres jakiegoś spokoju i być może monotonii w życiu ,więc wtedy sobie sięgnę po tę lekturę:)
    Agnieszka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo! :)
      Ja również nie byłam przekonana, ale że tak mnie namawiano, to wzięłam i pochłonęłam ją w 3 dni. Przez dwa dni na uczelni, więc to jeszcze przetrzymałam, jednak ostatni dzień w domu i było naprawdę ciężko, każda ściana była podejrzana. :)
      Ta książka idealnie odrywa od codziennych problemów, bo w łowie mamy już co innego. Także może to jest jakiś sposób? :))
      Ilona

      Usuń
    2. Może faktycznie byłby to jakiś sposób:))
      Bardzo lubię książki od których nie można się oderwać.Niedawno koleżanka poleciła mi "Bez śladu" Linwood Barclay ,to też nie był mój gatunek literacki ,który czytam ,ale tak zachęcała,że w końcu po nią sięgnęłam i...pochłonęłam w 2 dni:) (gotowałam ,sprzątałam ,zmywałam naczynia ,a obok była otwarta książka i czytałam:)dosłownie nie mogłam się oderwać) to mnie nauczyło ,że czasami warto sięgnąć po pozycję ,która niekoniecznie musi być z naszego ulubionego gatunku.
      A odbiegając od tematu bardzo podoba mi się Twój blog Ilonko (chyba możemy zwracać się do siebie po imieniu?).
      Serdeczności!:)
      Agnieszka.

      Usuń
    3. Trzeba się nad tym zastanowić. :)
      Tytuł jest mi znany, książka znajduje się na mojej liście do przeczytania.
      Myślę, że w wakacje będzie odpowiedni czas na tą pozycję! :)
      Nie dziwię się, bo rzeczywiście też potrafię tak robić. :)
      Można nawet nie spać, ale książkę trzeba doczytać.
      Oj tak, ja również sięgam teraz po każdy gatunek, bez żadnych uprzedzeń. :)
      Bardzo się cieszę...
      Choć przyznam, że bloga założyłam w marcu ubiegłego roku, pisałam do czerwca i nagle nie miałam ochoty... Usunęłam we wrześniu, ale na szczęście była opcja przywrócenia, więc od stycznia kontynuuję pisanie i przy okazji poszerzyłam tematykę o mój ulubiony wiejski temat! :)
      Oczywiście, bardzo mi miło Agnieszko. :)
      Pozdrawiam,
      Ilona

      Usuń
  2. Swego czasu przeczytałam kilka książek Mastertona, najstraszniejsza była ta, którą przeczytałam w zimowy wieczór, samiutka w całym domu. Nie wyszłam spod kołdry nawet dołożyć do pieca i światło paliło się do rana. Teraz bardziej sobie cenię spokojny sen ;-) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam za odwagę przeczytania tej książki samej w domu! :O
      Wcale mnie nie dziwi zachowanie, ja postąpiłabym tak samo. :))
      Ja na wieczór zostawiam tylko książki obyczajowe, lata czytania utwierdziły mnie w tym przekonaniu, że tak jak piszesz, również cenię sobie spokojny sen. :)
      Pozdrawiam,
      Ilona

      Usuń