wtorek, 31 grudnia 2013

Podsumowanie.

Nigdy nie robiłam podsumowań. To dla mnie coś nowego, więc postanowiłam spróbować, zwłaszcza, że jest to popularne tutaj, na blogach. :)
Rok 2013 był różny, bo tak naprawdę ciężko jest mi znaleźć jedno pasujące określenie.
Na pewno zapisze się w mojej pamięci,  bo w tym roku zdobyłam tytuł licencjata, dzięki czemu mogę już pracować w zawodzie.  Przeżyłam wspaniałe dwa tygodnie z pięciolatkami  w mojej dawnej szkole. Poznałam wiele ciekawych osób, między innymi Asię z bloga . Zaczęłam studia magisterskie.   Mimo to, czuję, że jednak brak pracy, utrata przyjaciół, odejście bliskich osób, spięcia w rodzinie  powodowały, że rok nie był taki jaki być powinien. Jednak nie ma co narzekać. Ja i moi najbliżsi byliśmy zdrowi, a to jest najważniejsze. Na niektóre sprawy nie mamy wpływu i nic nie możemy zrobić, więc w przyszłym roku to, na co będę miała wpływ wezmę w swoje ręce. Co z tego wyjdzie? Zobaczę za rok ... :)
Tymczasem Kochani, życzę Wam , aby nadchodzący rok był pełen radosnych chwil, obfity w zdrowie, szczęście i miłość. Żebyście byli zdrowi, uśmiechnięci i wypoczęci! :) A przy okazji życzę Wam jeszcze pieniążków, które się często przydają. Szampańskiej zabawy! :)
Źródło: tapeciarnia


niedziela, 29 grudnia 2013

O wygranej słów kilka...

Kilka dni przed Świętami otrzymałam e-maila, że wygrałam zestaw firmy L’Occitane. Zadaniem było opisanie idealnych Świąt w siedmiu słowach. Udało mi się, więc dostałam kod rabatowy, który upoważniał mnie do odbioru zestawu Masło Shea II o wartości 239,00 zł. Jednak po kilku próbach nie mogłam zrealizować zamówienia.  Napisałam e-maila do serwisu, a po kilku godzinach wykonałam telefon do informacji. Po jakimś czasie oddzwonił do mnie pan M. tłumacząc, że aby zrealizować zamówienie MUSZĘ zamówić dodatkowo jeden produkt. Mimo wszystko dalej nic nie działało. Następnego dnia  już wszystko było w porządku. Jednak zdałam sobie sprawę, że jest to pewnego rodzaju naciąganie na kupno produktu tej firmy. W regulaminie nie było o tym słowa, no ale pomyślałam, że najwyżej dam komuś w prezencie jakiś kosmetyk. Jednak nie spodziewałam się, że zobaczę tam takie ceny. Nie ukrywam, że chciałam wybrać najtańszy produkt, bo mimo wszystko środki na prezenty były już na wyczerpaniu...
Zamówiłam mydło, a raczej mydełko za 20,00 zł.  Jak sami widzicie, aż wstyd dać komuś to w prezencie. :))
Dwudziestego trzeciego grudnia dotarła do mnie przesyłka. Oczywiście nie obeszło się bez przygód. Przesyłkę doręczała firma UPS. Cały dzień byłam w domu, więc co jakiś czas śledziłam przez internet gdzie znajduje się paczka. Nagle oniemiałam! Paczka została doręczona pod adres dostawy, odebrana i w dodatku podpisana przez kogoś innego! Nazwisko, które widniało było mi znane, bo to nazwisko panieńskie mojej mamy, więc podejrzewałam, że był to ktoś z rodziny, ale wujek, który z nami mieszka akurat gdzieś pojechał, więc na pewno nie odebrałby tej paczki. Poza tym kurier nie był na pewno na podwórku! Zgłupiałam.
Dzwonię więc na infolinię firmy UPS, odbiera uprzejmy pan, podaję mu wszystkie dane i opisuję całą sytuację, no co on odrzekł :
- Skoro zna pani kogoś o tym nazwisku, radziłbym najpierw skontaktować się z tą osobą.
- Z tym, że osób o tym nazwisku jest siedem, więc nie jestem w stanie ustalić, która odebrała przesyłkę. Czy kurier nie ma obowiązku dostarczyć paczki do rąk własnych?
- Nie!
- A pod adres dostawy też nie?
- Pod wskazany adres kurier musi dostarczyć paczkę.
- No to tłumacze panu, że ta paczka nie dotarła pod adres dostawy!
Po kilku minutach tej przemiłej rozmowy pan postanowił wyjaśnić zaistniałą sytuację i prosił o chwilę cierpliwości.
Po około 45 minutach zadzwonił do mnie kurier z przeprosinami, że oddał paczkę mojemu wujkowi, który akurat robił zakupy w sklepie. Kiedy dowiedział się, że jestem jego siostrzenicą to niewiele myśląc oddał mu paczkę.
Jak się później okazało owy kurier już kilka razy był u mnie z przesyłkami z Avonu, więc doskonale znał trasę. Kiedy dowiedział się, że jestem siostrzenicą wujka, poprosił żeby zawiózł mi paczkę ... na rowerze!
Paczka na szczęście dotarła, co prawda wujek nadrobił parę kilometrów żeby mi ją wręczyć, no ale...
Pomyślałam sobie, że w takim razie każdy napotkany człowiek może podać się za rodzinę, odebrać przesyłkę i sobie ją wziąć. No bo jaka jest pewność, że nie kłamie?
Kiedy paczka była już u mnie w domu, rozpakowałam ją.
W skład zestawu wchodziły:
- Żel pod Prysznic Masło Shea 250 ml,
- Krem do rąk Masło Shea 150 ml,
- Silnie Odżywczy Krem do Ciała Masło Shea 200ml
- Mydło Bonne Mere Mleko 100 g.
Wszystko zapakowane było w eleganckie pudełku, każdy szczegół był zadbany.
Do zamówienia dołączone były próbki.
  Nie jestem pewna czy kiedykolwiek tego użyję, bo kosmetyki nie są w moim typie.Nie wątpię w to, że są dobre gatunkowo, ale zapach do mnie nie przemawia. Jest zbyt intensywny, zupełnie nie moja bajka. Krem oddałam tacie, bo doskonale nawilża dłonie. Myślałam również aby dać komuś w prezencie, jednak to tez do mnie nie przemawia, więc pewnie skończy się tak, że kosmetyki wystawię osobno na aukcję i będzie po problemie. :)
Cieszę się, że wygrałam ten zestaw, ale mimo wszystko pewien niedosyt pozostaje... 
Czy Wy znacie tą firmę i jej kosmetyki?

piątek, 27 grudnia 2013

Poświątecznie.

Ufff! Już po świętach...
Święta minęły mi bardzo szybko. Może to i dobrze? Uwielbiam Boże Narodzenie za cudowną atmosferę i magiczne chwile, ale  z roku na rok zauważam, że Święta nie cieszą mnie tak jak kiedyś, w dzieciństwie... To dopiero były czasy! Cała rodzina razem, Święty Mikołaj, prezenty, czekanie na pasterkę, objadanie się  - to wszystko zostało, ale jest całkowicie inaczej odbierane.  Mam nadzieję, że to tylko przejściowe, że zmieni się na lepsze wraz z życiowymi zmianami...
Wracając do tegorocznych Świąt, przyznaję się, że musiałam zmodyfikować kilka przepisów. Zdarzało się, że robiłam kilka razy to samo, bo domownicy stwierdzili, że czegoś nie wystarczy... Oczywiście okazało się, że wszystkiego było wystarczająco, a nawet spora część została.  :)
W Święta spacerowałam w ciszy i spokoju, zwłaszcza wieczorem podziwiając niebo. Teraz czas na większe szaleństwo, czyli rower. Mogliśmy tylko pomarzyć o białych Świętach, ale dzięki temu rower powróci (mam nadzieję!) na dłużej. Zwłaszcza teraz, po takim objadaniu, chcę się z nim zaprzyjaźnić na stałe.
Dziś w nastrój wprawia mnie blask świeczek, książka i ... :))

Udanego wieczoru! :)

wtorek, 24 grudnia 2013

Pierwsza gwiazdka...

Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Prezenty zapakowane stały pod choinką  i czekały na swoją kolej. Potrawy i ciasta wyszły pyszne! W tym roku zdecydowanie wszystko poszło nam dużo szybciej. Stół pięknie przystrojony. Był też czas na wyszykowanie się. I kiedy mam chwilę wolnego czasu, okazało się, że jednak jest jeszcze coś do zrobienia. Dlatego teraz pragnę złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia, bo jestem już w domu i w końcu mam czas na małe przyjemności tuż przed pasterką.
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam pięknych  i magicznych chwil, dużo radości, zdrowia i miłości! Aby każdy dzień był lepszy od poprzedniego, a na Waszej twarzy jak najczęściej gościł uśmiech... 
Wszystkiego najpiękniejszego! :)

niedziela, 22 grudnia 2013

2 dni!

Coraz bliżej...
Dziś wszystko co zaplanowane  - wykonane. Jutro z rana na ,,świeże,, zakupy, ostatnie dania do przygotowania, wizyta w Katedrze Mikołaja i mam nadzieję, że obudzę się w Wigilijny poranek z uśmiechem na twarzy. A jeszcze bardziej cieszyłabym się gdyby spadł śnieg i poleżał przynajmniej do końca roku. No, ale nie ma co narzekać...
Tak jak obiecałam, wstawiam zdjęcia naszej jodełki,  na pewno pojawi się jeszcze kilka zdjęć w najbliższym czasie. A na koniec zdjęcie EXTRA! :))

Nixon dostał dziś pierwszą muchę wizytową. Jednak zdecydowanie woli się nią bawić...

sobota, 21 grudnia 2013

3 dni!

Ledwo się zaczęło, a już jestem padnięta! :)
Dziś cztery potrawy gotowe. Jutro pora na kolejne cztery i w poniedziałek ostatnie. A we wtorek zostanie tylko próbowanie i doprawianie. Przynajmniej mam taką nadzieję. Upiekłam również ostatnią turę pierniczków, tym razem do przystrojenia, wystarczył biały lukier, nitka i gotowa ozdoba!
Tata z bratem zakupili drzewko - jodłę kalifornijską, dla odmiany, bo wygląda tak inaczej, pięknie. W naszym domu mamy zwyczaj ubierania choinki kilka dni przed Wigilią. Dlatego już dziś przystroiliśmy ją na biało, czyli jak to mówią,  na styl skandynawski. Niektóre ozdoby wykonała mama, między innymi dekoracje z piórek lub ażurowe gwiazdki, pierniki ja, a reszta kupiona. Stwierdziłam, że dużo ładniej wyglądają ozdoby robione własnoręcznie, bo są niespotykane. Aczkolwiek zdarza się, że te które kupujemy potrafią złapać za serce. :)  Jutro postaram się wrzucić zdjęcia żebyście zobaczyli naszą ozdobioną jodełkę, a tymczasem pokazuję stroik świąteczny stworzony przez mamę...


czwartek, 19 grudnia 2013

5 dni!

Czas szybko ucieka. Nim się obejrzałam jest 19 grudnia. Na szczęście porządki wykonane. Chociaż czuję, że przed Wigilią  będziemy jeszcze sprzątać.   Jedno jest pewne  mycie okien i pranie firan  jest za nami. Pogoda sprzyjała. Zwłaszcza teraz, kiedy świeciło słońce, wiatr ucichł, a temperatura była dodatnia.
Wczoraj dokończyłyśmy zakupy.Ludzi tłumy! Nie lubię kiedy jest taki tłok, a między półkami nie ma jak przejść. Na szczęście to ostatnia taka wyprawa. Później będzie z górki.  Zostaną  już tylko te rzeczy, które trzeba będzie kupić rano w Wigilię. Skompletowałyśmy ozdoby na choinkę. Brakuje tylko ... choinki.  Jak myślicie, gdzie ją najlepiej kupić?
Dom powoli nabiera świątecznego nastroju. Pojawiły się stroiki, wieńce, świeczki, serwetki  i inne dekoracje. Jednak to jeszcze nie wszystko. Powoli powstają kolejne ozdoby...




Kilka dni temu piekłyśmy II turę pierniczków, wyszły przepyszne i mięciutkie. Przepis znalazłam u Kalinki:  Summerhouse kalinki Koniecznie wypróbujcie!
Świąteczne pierniczki:
-200 g masła
-5 łyżek miodu
-1 i 1/4 szklanki cukru
-2 łyżki cynamonu
-2 łyżki sproszkowanego imbiru
-1 łyżka mielonych goździków
-1 jajko
-2 łyżeczki sody oczyszczonej
-4 i 1/2 szklanki mąki (ok. 750 g)
Masło rozpuścić na małym ogniu z cukrem, miodem i przyprawami i zostawić do ostygnięcia. Sodę rozpuścić w 1/4 szklanki wody, dodać do masy, następnie dodać jajko i mąkę (mąkę dodawać partiami aż ciasto stanie się sprężyste). wyrobić, zawinąć w folię i zostawić na noc w chłodnym miejscu.
Cienko rozwałkować na stolnicy lekko posypanej mąką i wycinać ciasteczka za pomocą foremek. Układać na blasze wyłożonej pergaminem i piec w temperaturze 175 st. C (z termoobiegiem) przez ok. 6-7 minut.  Pozostawić do ostygnięcia, a następnie udekorować lukrem, cukrem pudrem lub czekoladą
 
Dziś razem z siostrą planujemy odwiedzić znajomych, którzy mieszkają nad morzem. Mam nadzieję, że zdążymy jeszcze przed zachodem słońca...
Tymczasem wracam do obowiązków.
Trzymajcie się cieplutko! :))

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Wizyta w urzędzie...


Jak minął Wam piątek trzynastego i cały weekend?? :) Ja nie jestem przesądna i w sumie jak zwykle wyszło na to, że trzynasty może być zwykłym dniem . W czwartek dostałam telefon z Urzędu Pracy (!!!). Pani powiedziała tak: - Pani Ilonko, mamy dla Pani pracę! Jako psycholog w gimnazjum. Zapraszam jutro po skierowanie na rozmowę kwalifikacyjną. Myślałam, że to jakaś pomyłka, bo ja psychologiem nie jestem  i nie mogę być. No,ale  stwierdziłam, że pani się przejęzyczyła i zamiast pedagog powiedziała psycholog. Idę więc tego trzynastego do UP. Pani informuje mnie, że to posada psychologa na rok.  Niewiele myśląc tłumaczę szanownej pani, że nie jestem psychologiem, bo to nie mój kierunek,  a bez ukończonej psychologii nie mogę wykonywać tego zawodu. Tym bardziej, że jest to w gimnazjum,gdzie ja nie mam doświadczenia z taką młodzieżą. Pani oczywiście swoje, że może się uda, że wystarczy mieć wykształcenie wyższe + przygotowanie pedagogiczne, które ja mam i spełniam wszystkie warunki, a przy okazji mam tyle zdolności i umiejętności, że na pewno mi się uda! Dostałam skierowanie na rozmowę, więc musiałam tam iść. Zanim poszłam zadzwoniłam, tłumacząc, że pani z urzędu się uparła i dała mi skierowanie, więc zapytałam czy nie trzeba kończyć psycologii. Pani zdziwiona mówi, że to warunek konieczny. Umówiłam się na spotkanie aby napisała, że mnie nie przyjmuje. Poszłam tego samego dnia. Oczywiście z jednego końca miasta na drugi, no ale idę. Pani okazała się bardzo miła, pośmiała się razem ze mną, zwłaszcza, że pani z UP dzwoniła i dopytywała się o warunki i wykształcenie, no ale jak widać nie zrozumiała. Poszłam po raz kolejny do UP ze świstkiem, który jasno mówił, że nie przyjęli mnie.  Pani oczywiście wielce zdumiona, że mnie nie przyjęli, wyznaczyła mi termin na styczeń i pożegnała.
Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt, że niekompetencja urzędników jest przerażająca. Jedzie taki bezrobotny do miasta, jeździ po mieście, wraca i traci tylko pieniądze przez niekompetentną urzędniczkę.
Oczywiście zanim szanowna pani mnie przyjęła minęło 10 minut, bo akurat plotkowała z koleżanką, śmiejąc się przy tym do utraty tchu. Dzięki temu spóźniłam się na autobus do Gdańska. Ale reszta dnia była o dziwo udana. Więc trzynasty nie jest taki przerażający. No, chyba że mam myśleć, że nie dostałam pracy. To wtedy można się nad tym zastanawiać... :)) 

czwartek, 12 grudnia 2013

Skrót ostatnich dni.

Zima, zima... i po zimie?
Rower kilka razy w tygodniu przez pół godziny dziennie. Jest rześko! :) Nie wiedziałam, że to idealny sport na tą porę.  Temperatura w normie, ledwo poniżej zera. Na ulicy już czarno. Słońce czasami nas rozpieszcza swoją obecnością, wiatr ucichł, jest pięknie! Znaczy się, może trochę szaro, no ale zawsze mogło być gorzej przecież. :))
Sami zobaczcie jak w ciągu kilku dni zmienił się krajobraz...
Zdjęcia z trasy rowerowej.


A poniżej zdjęcia z okolicy mojego domu.
Jak zwykle urzekło mnie niebo...

A  kot przybłąkał się i tak już u nas został. Jak widać czasami nie potrafi się jeszcze porozumieć z psem. :))

A na koniec świąteczny akcent, mianowicie choinka na Starym Mieście w Elblągu. Już prawie całe miasto jest przystrojone i od razu zrobiło się jakoś ładniej... :)

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Dziewiąty dzień grudnia...

Już 9 grudnia.
Najwyższy czas zadbać o kilka spraw, mianowicie:  
Po pierwsze, sprawdzamy czy mamy obrusy i w jakim są stanie.
Jeszcze teraz można spotkać niezłe okazje i kupić gatunkowo dobre obrusy w niskiej cenie.
Przy temacie obrusów sprawdźmy czy mamy odpowiednią ilość serwetek. Tych materiałowych bądź papierowych. 
Po drugie, sprawdzamy ozdoby świąteczne : bombki, łańcuchy, lampki, wieńce i wszelkie inne dekoracje. 
Zwłaszcza lampki choinkowe, czy świecą i czy nie trzeba wymienić lub dokupić.  Zastanawiamy się jak chcemy w tym roku ozdobić choinkę. U nas będzie na biało, więc  zbieramy ozdoby, sprawdzamy co już jest, a czego brakuje.
Po trzecie, powoli kompletujemy nasz strój na Wigilię, ewentualnie na Święta. To już czas najwyższy.
Sama mam z tym problem, więc wiem, że im szybciej to zrobię, tym będę spokojniejsza. Pora, aby coś kupić lub dokupić.
Po czwarte, to dobry czas na wysyłanie świątecznych kartek (o ile ktoś jeszcze kontynuuje taką tradycję). Czas przedświąteczny ulega wydłużeniu, zwłaszcza jeśli chodzi o terminy doręczenia paczek i listów.
Po piąte, powoli dbamy o zakup opłatka, sianka, świecy wigilijnej, które są już sprzedawane w Kościołach.

Źródło : stylowi.pl

niedziela, 8 grudnia 2013

INNOwacje zimowe.

Dziś mroźnie, powietrze rześkie, a drogi nadal białe.
W nocy tylko troszkę poprószyło, więc obeszło się bez odśnieżania.
Był piękny dzień, a słońce zachwycało przez cały dzień.
Wybrałam się więc na rower.  (!)
Pierwszy raz  na śliskiej powierzchni. Jechało się  śmiesznie, ale z każdym metrem nabierałam wprawy.
Trasa była zdecydowanie krótka, ok. 3 km, ale myślę, że co jakiś czas będę urządzała sobie takie przejażdżki. Pomimo, że czuje się chłód, to jednak frajda jest niesamowita. Muszę koniecznie zastać Drużno zimową porą i Wam pokazać! Mam nadzieję, że do kolejnej zimowej wyprawy nas nie zasypie :)
Tymczasem dzielę się z Wami częścią mojego Mikołajkowego prezentu...
Piwo sezonowe Świąteczne, które można kupić praktycznie wszędzie. Nie miałam pojęcia, że coś takiego istnieje, ale myślę, że warto spróbować, bo to coś innego. :) Idealne na chłodne wieczory przy książce. :)
Tutaj podaję link jakbyście chcieli dowiedzieć się czegoś więcej.
Może ktoś z Was już próbował? :)


sobota, 7 grudnia 2013

Padał śnieg...

Jest biało! :)) Pierwsze odśnieżanie mamy za sobą, bo jak to zwykle bywa nasza miejscowość jest omijana szerokim łukiem przez piaskarki i odśnieżarki. Myślę, że do czasu. Bo w tym roku zamierzam coś z tym zrobić. Kawałek ulicy odśnieżony przez nas! :)) Na szczęście śniegu nie jest aż tyle, by powstawały ogromne zaspy. Pierwsze zimowe ujęcia zrobione! Lubię kiedy jest biało, zwłaszcza na początku, po długiej przerwie. I mam nadzieję, że biało będzie również na Święta. :)




W mediach słyszy się o złych warunkach atmosferycznych. U nas też wiało, padało, ale na szczęście bez uszkodzeń, Niestety dziś rano nie mieliśmy prądu. To zrozumiałe, coś mogło się zdarzyć podczas takiej wichury. Wszystko mogłoby być super, gdyby nie fakt, że prądu nie mieliśmy 9 godzin. Od  ok. 6.00 rano do 15.00. Jednak najciekawsze w tym wszystkim było to, że nie można było się dodzwonić pod numer 991. W końcu kilka minut przed 9.00 dodzwoniliśmy się do konsultanta, który przyjął awarię.Poinformowano nas, że jest to pierwsza awaria w tej gminie. I nic. Nikt nie przyjechał, nie sprawdził, no i nie dodał awarii na planie mapy...   Na stronie pojawiały się kolejne miejscowości z naszej gminy, a mimo naszego zgłoszenia naszej miejscowości nie było na liście. W końcu postanowiłam raz jeszcze zadzwonić, żeby dowiedzieć się czy coś w tej sprawie się dzieje. No i dzwonię pod 991, linia cały czas zajęta. Więc dzwonię pod drugi numer wskazany na stronie.  Przez cały czas słyszałam informację, że zostanę połączona z konsultantem. Myślałam, że rzeczywiście tak się stanie. Jednak kiedy minęła godzina, 10 minut i 33 sekundy jakby coś się zacięło, nie było sygnału. Rozłączyłam się. No i wtedy przyszedł mi rachunek za moje oczekiwanie. Nie dość, że nie dodzwoniłam się, to jeszcze musiałam zapłacić za niedoczekanie. No super! Mimo wszystko po ok. godzinie zobaczyliśmy, że ktoś przyjechał i naprawia awarię.
Wiem, wiem. Niby 9 godzin to nie tak długo, skoro niektórzy nie mają prądu przez kilka dni. Jednak to nie usprawiedliwia konsultantów od tego, że powinni na bieżąco informować mieszkańców, przyjmować zgłoszenia, odbierać telefony i nanosić wszelkie zmiany na mapie, aby każdy odbiorca wiedział co się dzieje.
Także na prądzie, rzeczywiście dało się zaoszczędzić, jednak na rachunkach telefonicznych już mniej. :))
A jak u Was? Jakie warunki? Był prąd?

Dziś udało mi się uchwycić to ...  na dobry koniec dnia. :)

piątek, 6 grudnia 2013

Mikołajki!

Dziś 6 grudnia, czyli Mikołajki.
Kilka dni temu upiekłam pierniki i przygotowałam słodkie prezenty.
U nas jest taka tradycja, że na Mikołajki dajemy sobie małe prezenty. Ode mnie w tym roku powędrują między innymi pierniczki ...



Myślałam, że będzie to wspaniały dzień, jest mi przykro, ale to był zdecydowanie nie mój dzień...
Pojechałam rano do miasta. Miałam cały dzień praktycznie zorganizowany do wieczora.
Odwiedziłam urząd pracy, bo w końcu pojawiła się oferta stażu, przeszłam przez całe miasto żeby znaleźć szkołę, w której okazało się że : ,, z samego rana przyjęłyśmy inną kandydatkę,, - ja byłam ok. 10 . Co prawda oferta jest do 3 stycznia, ale po co poznawać wszystkie kandydatki i wtedy wybrać, skoro można wziąć pierwsza, lepszą? :)
Poszłam z CV  do żłobka, szukali opiekunki, zjawiam się na miejscu a tam słyszę: ,,dosłownie wczoraj po południu pani dyrektor zatrudniła dziewczynę i najwidoczniej zapomniała usunąć ogłoszenie,, .
Myślę sobie : ok, pójdę do urzędu pracy i zapytam o staż od stycznia. Wchodzę do pokoju 104, siedzą trzy panie , średnia wieku 25. Pytam czy mogę dostać wniosek z podaniem o staż żeby załatwić sobie u pracodawcy. W odpowiedzi usłyszałam, że są nowe druki od stycznia, ale najlepiej zjawić się w lutym. A ona mi nie da tegorocznego i już!
Także pół dnia latałam za czymś czego tak naprawdę nie było. Im dłużej jestem  zarejestrowana w urzędzie pracy, tym bardziej przekonuję się, że jest on dla ludzi, którzy po prostu nie chcą pracować.
No dobra, staram się nie przejmować, na 18.00 jestem umówiona z przyjaciółką (przynajmniej tak uważałam). Po 14 dostaję smsa, że ona (UWAGA!) nie będzie na spotkaniu bo wieje i jest ślisko. ( Jedzie autem jakieś 7 minut przez miasto). Na nic zdały się moje tłumaczenia, że nie mam jak dostać się do domu i dopiero o 20 wracam z bratem. A nawet jeśli mam wrócić autobusem, to muszę czekać  2 godziny, ale i tak dostałabym się na przystanek oddalony o 3 km ode mnie.  Byłabym tam o 16.40  - jest ciemno i zimno, a w dodatku nie ma oświetlenia, W odpowiedzi usłyszałam dużo przykrych słów.
Jak można umówić się na spotkanie tydzień przed i jeszcze je odwołać?!
Jak można od razu ze mnie zrobić najgorszego wroga, tylko dlatego, że byłam już w mieście i nie mam jak wrócić?
Moja wina, zdecydowanie.
Takie znajomości powinnam od razu ucinać.
Wszyscy mnie ostrzegali, ale ja ślepo wierzyłam w dobre intencje.
W takim dniu, kiedy czekam z prezentem na kogoś bliskiego dowiaduję się, że jestem najgorszym człowiekiem na ziemi. 
Trudno, teraz wiem, że takie znajomości trzeba od razu przekreślić. A ja dawałam szanse, jak widać niepotrzebnie. Mam za dobre serce.
Ciężko mi z tym, ale zbliża się koniec roku, więc trzeba uporządkować swoje życie...
Boli?
Poboli i przestanie.
Taki mikołajkowy prezent. 
Mam nadzieję, że dziś przynajmniej u Was było przyjemnie. :)

czwartek, 5 grudnia 2013

Wigilijne przepisy.

Z racji, iż część z Was pytała mnie o przepisy do potraw wigilijnych, postanowiłam zrobić oddzielny wpis.   Przy okazji w przyszłym roku będę wiedziała, gdzie tego szukać. :)
Zacznę od początku swojej listy. Szczerze mówiąc, nie pamiętam  skąd brałam przepisy, ponieważ miałam je wklejone do oddzielnego dokumentu w wordzie. Część jest z zeszytu mojej mamy, część od znajomych, część to moja inwencja twórcza, a część z przestrzeni internetowej . :)
Nie sądziłam, że dania, które w większości robię na oko i na pamięć będzie tak trudno ubrać w słowa i przeliczyć na konkretną miarę. :) No,ale już są ...
Tymczasem obmyślam menu świąteczne. :))
1. Karp po polsku.
Składniki:
* 1 mały karp, około 1 kg,

* sól,

* 4 ząbki czosnku, wyciśnięte przez praskę,

* 1 duża cytryna,

* 1 woreczek kaszy perłowej,

* 1 średnia cebula,

* 1 łyżka oleju,
 
* pieprz,
* 2 łyżeczki suszonych pomidorów w proszku,

* 1 ugotowana marchew, drobno pokrojona,

* 1 mały, ugotowany seler, drobno pokrojony,

* parę wykałaczek

Przygotowanie: 
Karpia dokładnie wymyć pod bieżącą wodą, rozciąć od ogona i wypatroszyć. Oskrobać z łusek i znowu dokładnie spłukać rybę pod bieżącą wodą, osuszyć.Natrzeć rybę z zewnątrz i wewnątrz solą i wyciśniętym czosnkiem.Cytrynę sparzyć wrzątkiem, pokroić w plastry i włożyć do karpia. (Tak zamarynowaną rybę zostawić na noc w lodówce.) Kaszę ugotować na sypko, cebulę pokroić w drobną kostkę i zeszklić na oleju, a następnie dodać pieprz i suszone pomidory.Cebulę dodać do przestudzonej kaszy, dodać drobno pokrojoną marchew i seler. Farsz dokładnie wymieszać i ostudzić. Rozgrzać piekarnik do 180 stopni C. Z karpia wyjąć cytryny i nałożyć ciasno farsz. Zabezpieczyć farsz w karpiu 'zaszywając' brzuch ryby wykałaczkami. Rybę piec w płaskim naczyniu żaroodpornym około 45 minut.
2. Pierogi z kapustą i grzybami.
 Ciasto :
* 1 kg mąki,
* 2 jaja,
* szczypta soli,
* gorąca woda wymieszana z mlekiem (aż do momentu sklejenia składników)
Mąkę usypać w kopczyk na stolnicy, zrobić wgłębienie, wbić do niego jajka i wyrabiać,  dodając stopniowo wodę z mlekiem. Kiedy ciasto będzie elastyczne i gładkie należy podzielić je na 3  części. Wyjąć jedną część i rozwałkować. Pozostałe części przykryć pod ściereczką, aby nie obsychało. Z rozwałkowanej części wykrawać kółka, nakładać farsz i zlepiać.
Farsz:
* kapusta kiszona,
* grzyby, ( ja używam zawsze mrożonych, które były wcześniej gotowane)
* sól,
* pieprz,
* cebula,
Kapustę gotujemy (45-50 minut) w osolonej wodzie z dodatkiem liścia laurowego.  Studzimy.Cebulę obieramy, siekamy drobno i smażymy na maśle aż się zeszkli.
Ostudzoną kapustę dokładnie odciskamy z płynu i siekamy. Grzyby  i  kapustę kroimy.  Przyprawiamy solą i pieprzem, dokładnie mieszamy.
W garnku 5-litrowym zagotować wodę z łyżką soli i 3 łyżkami oleju. Pierogi wrzucać do gotującej się wody. ( Około 15 na jeden raz). Od momentu wypłynięcia pierogów, gotować 2-3 minuty. Wyciągnąć łyżką cedzakową na talerze,  podawać z usmażoną cebulką. 
3.  Krokiety z kapustą, grzybami i żółtym serem.
Ciasto naleśnikowe:
* 4 jaja,
* 2 szklanki mąki,
* szklanka mleka,
* szklanka wody gazowanej,
* olej,
* szczypta soli,
* szczypta cukru
Jajka, cukier, sól, mleko wymieszać. Dodać mąkę i zmiksować na gładkie ciasto.Usmażyć.
Farsz: 
Farsz do krokietów można przygotowywać jak do pierogów.  Ser trzemy na tarce o dużych oczkach.
Na każdym naleśniku kładziemy farsz, posypujemy serem, zawijamy, obtaczamy w jajku i tartej bułce. Smaży na złoty kolor.
4. Barszczyk czerwony z uszkami. 
 (Składniki na 6–8 porcji)
* 5–6 buraków,
* pęczek włoszczyzny,
* 3 łyżki koncentratu barszczu,
* listek laurowy,
* po 2–3 ziarenka ziela angielskiego i czarnego pieprzu,
* mała cebula,
* 2 ząbki czosnku,
* majeranek,
* olej,
* cukier,
* sól,
* pieprz,
Uszka:
- 2 szklanki mąki
- jajko
- 6 dag suszonych grzybów
- cebula
- 2 łyżki rodzynek
- 2 łyżki orzechów włoskich
- łyżka posiekanej natki
- sól
- pieprz
Sposób wykonania:
1. Buraki ugotuj w łupinach, odcedź, obierz, zetrzyj. Grzyby na uszka opłucz, zalej wrzątkiem, mocz kilka godzin. Następnie ugotuj do miękkości. Wyjmij z wywaru, a ten zachowaj.
2. Buraki i włoszczyznę umieść w garnku, zalej 2 l wody. Posól, dodaj ziele angielskie, pieprz i listek laurowy. Ugotuj wywar. Przecedź. Dodaj koncentrat, wywar z grzybów, roztarty czosnek, majeranek oraz podsmażoną na oleju posiekaną cebulkę. Dopraw solą, pieprzem i cukrem.
3. Grzyby na uszka posiekaj i podsmaż na oleju razem z posiekaną cebulą. Wymieszaj z rodzynkami, posiekanymi orzechami, jajkiem i natką. Dopraw solą i pieprzem.
4. Do mąki dolej taką ilość ciepłej wody, aby powstało elastyczne ciasto. Wyrób. Ciasto cienko rozwałkuj. Kieliszkiem wykrawaj małe kółeczka. Na każde nakładaj porcję farszu, składaj na pół, mocno zalepiaj brzegi formując pierożki. Zlepiaj ich przeciwległe końce, aby powstawały uszka. Gotuj w posolonym wrzątku 2 min od momentu wypłynięcia na powierzchnię. Podawaj z barszczem.

5. Kotleciki rybne po kaszubsku.  ( ok. 8 średnic kotletów)

* ryba ugotowana na parze ( dorsz lub inna)
* 3 szklanki puree ziemniaczane,
* 3 łyżki masła,
* 2 jaja,
* 1 szklanka bułki tartej,
* papryka w proszku, sól, pieprz,
Wszystkie składniki dokładnie mieszamy na jednolitą masę. Formujemy kotlety i na 2 godziny wstawiamy je do lodówki. Smażymy na dobrze rozgrzanym oleju z obu stron na złoto.
6. Sałatka jarzynowa.
* ugotowane marchewki, 
* ugotowane ziemniaki,
* ugotowane pietruszki, 
* mały ugotowany seler, 
* ogórki kiszone, 
* cebula, 
* jajka na twardo, 
* jabłko,
* puszka groszku konserwowego lub kukurydzy, 
* majonez,   
* sól, 
* pieprz, 
* musztarda,
 Pokroić w równą kostkę marchewki, pietruszki, ziemniaki, jajka, jabłka, cebulę, ogórki i seler. Ogórki wycisnąć z soku.  Dodać odsączony groszek z puszki. Połączyć składniki majonezem i musztardą. Doprawić solą i pieprzem. Odstawić sałatkę jarzynową na całą noc w chłodne miejsce, aby składniki się przegryzły.
7. Śledzie w oleju.
 * 0,5  kg matiasów,
* 2 średnie cebule,
* 4 liście laurowe,
* 8 kulek ziela angielskiego,
* pieprz mielony,
* szklanka oleju roślinnego,
* woda lub mleko do ewentualnego namaczania śledzi.
Najpierw należy posmakować matiasów, żeby sprawdzić stopień słoności  w zależności czy trzeba je moczyć czy nie. Jeśli są za słone należy wymoczyć je  w zimnej wodzie. Jeśli filety mają być delikatne można moczyć je w mleku.
Cebulę posiekać w drobną kostkę. Śledzie pokroić  na mniejsze kawałki. Następnie warstwowo przekładać śledzie cebulą, podsypując zielem angielskim, liściem laurowym i odrobiną pieprzu.
Całość należy zalać olejem i odstawić na kilka godzin.
8. Śledzie w pomidorowej zalewie.
 * 10 płatów matiasów,
* 2 cebule,
* 3 łyżki koncentratu pomidorowego,
* 2 łyżki octu,
* 3 łyżki oleju,
* 1,5 łyżki cukru,
* 3 liście laurowe,
* 5 ziarenek czarnego pieprzu,
* 5 ziarenek ziela angielskiego,
* 4 łyżki wody
 Śledzie moczyć 12 godzin, następnie pokroić w słupki.
Cebule pokroić w kostkę, usmażyć na złoty kolor. Kolejno dodawać pozostałe składniki. Wymieszać  i  zagotować. Gorącą zalewą zalać śledzie. Podawać na zimno.
9. Ryba w occie.
 * ryba  (najczęściej używamy ryb z naszego Drużna, ale świetnie sprawdzą się świeże śledzie lub  mrożony mintaj),
* sól,
*mąka (do panierowania),
* olej (do smażenia),
Zalewa octowa:
*1 szklanka octu,
* 4,5 szklanki wody,
* 2-3 liście laurowe,
*ziarenka czarnego pieprzu,
*ziarenka ziela angielskiego,
* szczypta soli,
* 3 duże cebule, 
Sposób przygotowania:
Rybę posolić, obtoczyć w mące i usmażyć na oleju. Następnie przełożyć je do naczynia, aby ostygły.
Cebulę pokroić w talarki. W garnku zagotować wodę z octem i przyprawami. Na koniec dorzucić cebulę i gotować jeszcze chwilę. Gotową zalewę przelać do naczynia z rybami i odstawić do całkowitego ostygnięcia na kilka godzin w chłodne miejsce.
10. Ryba po japońsku.
Składniki :
* 1 kg filetów,
* 1 słoik ogórków konserwowych,
* 1 słoik papryki konserwowej,
* 2 cebule,
Panierka:
* 2 jaja,
* 2 szklanki mąki,
* 1 szklanka wody,
* 2 łyżki wegety,
Sos:
* 2 szklanki wody,
* 2 łyżki cukru,
* 2 łyżki koncentratu,
* 2 łyżki ketchupu pikantnego,
* 1/4 szklanki oleju,
przyprawy
Ryby rozmrozić (inaczej panierka odpadnie), ew. przyprawić. Warzywa pokroić w kostkę.
Ze składników przygotować bardzo gęste ciasto naleśnikowe. Opanierować rybę, usmażyć na oleju.
Z podanych składników przygotować sos - wszystko zagotować, a następnie jeszcze trzymać na wolnym ogniu przez 5 minut. W misce układać warstwami rybę i warzywa. Wszystko zalać gorącym sosem. Zostawić do ostygnięcia. Podawać na zimno.
11.Postna kapusta z grzybami.
Składniki:
* 1 kg kiszonej kapusty,
* 1 duża cebula,
* 3 garści suszonych grzybów,
* cała woda po namaczaniu grzybów,
* 6 liści laurowych,
* 10 kulek ziela angielskiego,
* sól, pieprz,
* olej lub masło do smażenia,

Przygotowanie:
Suszone grzyby zalać gorącą wodą co najmniej na jedną godzinę. Kapustę kiszoną pokroić na drobniejsza kawałki (posmakujcie czy nie jest zbyt kwaśna jeśli tak – przepłuczcie ją wodą – do smaku). Powinna być delikatnie kwaśna. Cebulą pokrojoną w drobną kostkę podsmażyć delikatnie na maśle lub oleju.
Dodać listki laurowe, ziele angielskie i odrobinę soli. Na patelnię dorzucić kapustę i delikatnie podsmażać około 10 minut dolewając w razie potrzeby wody. Grzyby pokroić i dorzucić na patelnię. Dusić kapustę powoli podlewając wodą po moczeniu suszonych grzybów – to w niej zaklęty jest cały smak. Jeśli kapusta jest świeża cała procedura nie powinna trwać dłużej niż 1,5 godziny – dusimy powoli aż do miękkości.
Doprawić solą i pieprzem do smaku.
12.Paszteciki. < pozycja zmieniona :))
 Składniki (na ok. 40 szt.):
Ciasto:
* 4 szklanki mąki pszennej,
* 250g margaryny,
* 60g drożdży,
* 2 łyżki cukru,
* 2 jajka,
* szczypta soli
Farsz:
* 500g kapusty kiszonej,
* 500g pieczarek,
* 2 cebule,
* sól i pieprz.
Margarynę posiekać z mąką, dodać drożdże roztarte z cukrem, jajka i sól, wyrobić elastyczne ciasto. Ciasto włożyć do lodówki na ok. 30min.
Cebulę i pieczarki drobno pokroić, podsmażyć na patelni z rozgrzaną oliwą, doprawić. Kapustę przepłukać zimną wodą, pokroić. Dodać pieczarki, dokładnie wymieszać i dobrze doprawić.
Ciasto podzielić na 4 części, każdą rozwałkować cienko na prostokąt. Wzdłuż dłuższego boku nakładać farsz, zawinąć jak roladę, kroić na 5cm kawałki. Paszteciki posmarować roztrzepanym jajkiem. Piec ok. 15min. w temp. 180ºC. Podawać same lub z barszczem.

środa, 4 grudnia 2013

Lista zakupów.

Z racji iż ostatnio piekłam ciasto, przy okazji zrobiłam przegląd przypraw do ciast. Dzięki temu sporządziłam listę produktów, które są niezbędne do wypieków. W ten sposób powoli będzie powstawała lista przedświątecznych zakupów.
No właśnie.  
Jak sporządzić taką listę?
Listę najlepiej sporządzić dużo wcześniej, tzn. najpóźniej dwa tygodnie przed świętami. Dzięki temu ominą nas wielkie kolejki i stresy.
Warto podzielić sobie taką listę na kilka części. Zależnie od naszych upodobań.
Ja podzieliłam sobie  na kategorie. W większości sklepach można znaleźć podobne działy, dzięki czemu wszystkie produkty z jednej kategorii kupię w jednym miejscu. :)
Pod uwagę wzięłam przede wszystkim:
* potrawy jakie będę robić,
* ilość osób.
Dzięki temu wiem ile produktów i w jakiej ilości trzeba kupić. 
Zanim zrobimy listę, warto przejrzeć zawartość szafek. Zdarza się, że zapominamy, że coś już stoi na półce, a także, że coś już się skończyło. Dzięki temu  na bieżąco spisujemy braki.
U nas część zakupów już zrobiona, z głowy mamy produkty długoterminowe, a także prezenty i środki czystości. 
Na liście wykrzyknikami zaznaczyłam produkty, które należy kupić jak najpóźniej.
Moja lista wygląda tak:


Lista przedświątecznych zakupów :

Do ciast :
* kakao,
* cukier wanilinowy,
* proszek do pieczenia,
* rodzynki 
źródło: polskalokalna.pl
 Mięso :
* wędlina, (!)
* kurczak,  (!)
 Ryby :
* karp,
* szczupak,
 Pieczywo :
* chleb razowy, (!)
* chleb zwykly (!)
 Warzywa i owoce :
* mandarynki,  (!)
* pomarańcze, (!)
* banany, (!)

* pieczarki , (!)
 Nabiał :
* ser żółty,
* masło,  
 Napoje :
* sok pomara
ńczowy,
* woda gazowana/niegazowana

Czy  Wasze listy są już zrobione? A może jesteście już po zakupach? :)) 

wtorek, 3 grudnia 2013

Lista potraw wigilijnych.

Powrót ze zjazdu zawsze bywa męczący. Dlatego poniedziałek to dzień na odpoczynek.
Z racji iż jest już grudzień, a święta zbliżają się wielkimi krokami, postanowiłam dodawać posty, które pomogą mi zorganizować lepiej przedświąteczne prace i obowiązki. I w ten sposób wszystko będzie pod kontrolą.
W tym roku plany są  takie, że ja zajmuję się potrawami, a siostra ciastami.  :))
W tamtym roku mi się udało, 12 potraw wyszło spod moich rąk. Mam nadzieję, że i w tym powtórzę sukces. Dlatego od niedawna sprawdzam, zbieram, oceniam przepisy. Kiedy uzbiera mi się 12, drukuję, sporządzam listę zakupów i czekam na odpowiedni moment.
Uzbieranie dwunastu przepisów z  potrawami nie sprawia mi kłopotów, zwłaszcza, że kilka sprawdzonych mam już z poprzedniej Wigilii.
I w ten sposób na mojej liście znalazły się:


1. Karp po polsku.
2. Pierogi z kapustą i grzybami.
3.  Krokiety z kapustą, grzybami i żółtym serem.
4. Barszczyk czerwony z uszkami.
5. Kotleciki rybne po kaszubsku.
6. Sałatka jarzynowa.
7. Śledzie w oleju.
8. Śledzie w pomidorowej zalewie.
9. Ryba w occie.
10. Ryba po japońsku.
11.Kapusta z grzybami.
12.Pieczarki/jaja nadziewane.
Wstępna lista już jest. Teraz nic tylko czekać. :)

A Wy macie już swoje listy?
Może polecacie jakieś swoje sprawdzone przepisy? :))

piątek, 29 listopada 2013

Okazje książkowe.

Ostatnio pisałam o prezentach. Co prawda do świąt jeszcze miesiąc, a ja już sobie zrobiłam prezent. I to nie byle jaki! Kupiłam wcześnie, bo była okazja. A siebie zawsze zostawiam na koniec...
 Słyszeliście o serwisie tablica.pl?  Ja wiedziałam, że serwis istnieje, ale jakoś szczególnie nie byłam przekonana. Bo w końcu serwis słynie z tego, że rzeczy przekazuje się do rąk własnych, a ja wszędzie mam daleko. No,ale z racji, że znalazłam zupełnym przypadkiem trzy książki M. Kalicińskiej tzw. trylogię mazurską w świetnej cenie, postanowiłam zaryzykować. Książki chciałam nabyć dużo wcześniej, ale zawsze jakieś inne były na pierwszym miejscu. Czy zakup okaże się udany, zobaczymy po przeczytaniu.
Jedno jest pewne. Transakcja przebiegła pomyślnie, a ja mam spakowaną już na zjazd I część. :)
Trzy książki udało mi się kupić za 20zł! Zapłaciłam 10 zł za przesyłkę i  w ten sposób w ciągu jednego dnia doszły do mnie książki. Prawie jak nowe.
A nowe kosztują  przeważnie ok 20 zł za jedną.
Także szukajcie okazji, bo warto. W serwisie są używane, ale także nowe rzeczy, więc w sam raz na zakupy przedświąteczne. :) Tym bardziej, jeżeli ogłoszenie jest w pobliżu naszej okolicy. :)



czwartek, 28 listopada 2013

Listopadowe zmiany.

Coś mi się wydaje, że to mój przedostatni listopadowy post...
Zwłaszcza, że już jutro trzeba jechać na zjazd. Jak ja nie lubię być poza domem. Zwłaszcza, że wrócę dopiero w grudniu! Co prawda będzie to 1 grudnia, ale jednak jakby nie było miesiąc się zmieni. :)
Ostatnio jestem jakaś zakręcona. Wydaje mi się, że po prostu wracam do zdrowia po długim czasie i dlatego tak się dzieje. Teraz przynajmniej mogę wyjść na dwór i zachwycać się piękną pogodą. Nie pamiętam żeby listopad był taki słoneczny! Kwiaty nic sobie nie robią z daty w kalendarzu, a ja cieszę się, że pozwoliłam im łapać te promyki do samego końca. Swoją drogą, wszyscy trąbią dookoła, że przyszła zima, a u nas .. ani śladu. Nie brakuje mi jej aż tak żebym za nią tęskniła, bo najbardziej tęsknię w Święta za śniegiem. 
A poniżej kilka zdjęć typu panorama, robionych od października do wczoraj. :)





A w ogrodzie są jeszcze :







poniedziałek, 25 listopada 2013

Czas na prezenty!

Dziś jest 25 listopada, więc został nam tylko miesiąc do Bożego Narodzenia!
A jak Boże Narodzenie to między innymi prezenty. :)
źródło: we-dwoje.pl

Kiedy kupować prezenty? 
Chyba nikt nie lubi robić wszystkiego na ostatnią chwilę. O ile sprzątaniem, pieczeniem, dekorowaniem można podzielić się z domownikami, tak kupowanie prezentów wolimy zostawić tylko dla siebie.  Dlatego ja już od kilku lat  kupuję prezenty dużo wcześniej. Robię to na raty. Zaczęłam na początku listopada, a skończę pewnie w połowie grudnia. Dziś obliczyłam, że potrzebuję  dużo więcej prezentów niż w zeszłym roku, bo kupuję od razu prezenty na urodziny lub imieniny w listopadzie i grudniu. Jest to znacznie wygodniejszy i przede wszystkim jakoś tak inaczej wydaje się pieniądze kilka razy po mniejszej kwocie niż raz znacznie większą. :) Dlatego warto pomyśleć o kupnie prezentów przynajmniej miesiąc wcześniej. Wtedy mamy czas na rozeznanie się i na zebranie potrzebnej kwoty. Dzięki temu nie musimy się martwic na ostatnią chwilę, że wszystkie sklepy są pozamykane, albo że już wszystko wykupione. :)
Co brać pod uwagę podczas wyboru prezentu?
Kupowanie prezentów wcale nie jest prostą sprawą. Każdy marzy o czymś innym, każdy ma inne wymagania, a czasem trzeba się naprawdę nagimnastykować żeby zadowolić osobę obdarowywaną i swój portfel... :) Aby kupić prezent musimy wziąć pod uwagę 3 najważniejsze aspekty:  wiek, osobowość i cenę. Wiek jest istotny, bo prezent, który spodoba się nastolatkowi wcale nie musi podobać się mężczyźnie po 40-stce. Osobowość każdy ma inną, więc przebojowej nastolatce zapewne nie spodoba się wełniany sweterek pod samą szyję. Co do ceny to jest taka zasada, że nie powinno dawać się prezentu zbyt cennego, ponieważ może to spowodować skrępowanie drugiej osoby. Natomiast prezent o bardzo niskiej cenie może być odebrany jako  ignorancja z naszej strony. Coraz popularniejsze staje się określanie kwoty za jaką kupujemy prezent. 
Wybór prezentu, a odwaga.
Do niedawna dawałam prezenty bezpieczne, czyli takie, które muszą się spodobać i przydać. Teraz kupuję kosmetyki, perfumy i książki. Co wcale nie jest takie proste. Na szczęście za każdym razem udawało mi się trafić w dziesiątkę. Co nie zmienia faktu, że miałam stracha. :) Z racji iż jestem konsultantką Avonu dużo łatwiej jest mi wybrać coś, jeśli ktoś jest moim klientem. Wtedy nie ma problemu, bo wiem co taka osoba  kupuje i czego aktualnie potrzebuje. Znam również kosmetyki, co tylko ułatwia mi sprawę.
No,ale oddawać nie wypada. Dlatego zanim coś kupimy warto przeprowadzić wstępny wywiad w tym kierunku.
A jeśli nie spodoba mi się prezent?
Oczywiście ślicznie dziękujemy i w żadnym wypadku nie okazujemy naszego rozczarowania prezentem.
Zazwyczaj taką rzecz można wymienić. Coraz częściej zdarza się, że dostajemy prezent razem z rachunkiem bądź kodem kreskowym. I jeśli tylko nie spodoba się nam, możemy wymienić na coś zupełnie innego. Byłam w takiej sytuacji,wymieniłam podarowaną rzecz i byłam zadowolona.
Czy wypada dawać prezent razem z rachunkiem? 
Raczej się tego nie robi. Zazwyczaj nie chcemy żeby dana osoba wiedziała ile kosztował nasz prezent, więc po prostu warto zaznaczyć, że mamy rachunek i w razie niezadowolenia możemy wymienić na coś innego. Tylko wtedy już niestety musimy zapytać co to ma być. :) Ważną zasadą jest dawanie prezentu bez ceny. Czyli warto sprawdzić czy zakupiony podarunek nie ma ceny na opakowaniu.
Jakie opakowanie?
Opakowanie jest ważną sprawą. Bo zanim dowiemy się co jest w środku najpierw widzimy opakowanie zewnętrzne. Warto zatroszyć się, aby prezent od nas był zapakowany starannie. Nieważne czy jest to torebka, czy papier , a może folia. Najważniejsze, żeby ładnie wyglądało i przykuwało uwagę osoby obdarowywanej. W naszym domu coraz częściej zdarza się, że sami pakujemy prezenty, korzystając przy tym z folii lub papieru. Na koniec zdobimy własnoręcznie wykonanymi dodatkami. Efekt piorunujący!)
Dostałam prezent! I co dalej? 
Warto pamiętać, aby prezent wręczyć tuż po zdjęciu kurtki i wejściu do pokoju.
Według zasad savoir vivre osoba obdarowywana powinna podziękować za prezent i natychmiast go otworzyć/rozpakować. W innym razie może to zostać odebrane za lekceważenie.
Nawet jeśli prezent nie trafił w nasz gust należy robić dobrą minę do złej gry, raz jeszcze podziękować i nie dawać po sobie znać, że coś nam się nie podoba. :)
Nie mam prezentu i co teraz?
Pewnie zdarzyło się Wam, że dostaliście prezent od osoby dla której to Wy nie mieliście prezentu. Powodów może być wiele, na przykład nigdy nie dostaliście prezentu od tej osoby i nie byliście na to przygotowani, albo najzwyczajniej w świecie zapomnieliście kupić. Nie wpadajmy w panikę. Warto wtedy podziękować i powiedzieć, że osoba robiła sobie niepotrzebnie kłopot, ale przy najbliższej nadarzającej się okazji należy się zrewanżować.  Jeśli koniecznie chcecie coś ofiarować, warto zaprosić tą osobę na kawę w najbliższym tygodniu, na spacer lub po prostu podarować mu pyszne pierniczki w ładnym opakowaniu. :) 
Lista prezentów.
Popularne stają się listy prezentów tworzone przez nas samych. Dzięki nim mamy pewność, że dostaniemy coś, co nam się spodoba i przyda.  W dzieciństwie pisaliśmy listy do Mikołaja, dziś piszemy po prostu listy...
Moja lista prezentów?
Przyznam szczerze, że kupienie prezentu dla mnie jest niezwykle proste. Po pierwsze, zazwyczaj cieszę się ze wszystkiego, a po drugie, wystarczy wiedzieć czym się interesuję... A żeby się dowiedzieć wystarczy albo spojrzeć na bloga albo mnie dobrze znać. :)
Niestety (albo i stety) większość osób z rodziny lub znajomych nie śledzą mojego bloga. Także ta lista będzie zdecydowanie dla mnie... A to dlatego, że często zapominam co to ja chciałam sobie kupić. :))  A także i dla Was, może  komuś podsunę pomysł na prezent. :)
Jednak ograniczę się tylko do 3 pozycji, gdyż mogłabym nie skończyć nigdy... :))
1. Pakiet: Przepis na szczęście + Nastrojowy notatnik (Katarzyna Michalak)

Pierwszą  pozycję zajmuje bezkonkurencyjnie książka pani Kasi wraz z cudownym dodatkiem. Idealna dla osoby kochającej gotować i czytać. :)  Jest to edycja limitowana, do kupienia wyłącznie w salonie Empik.

2. Zestaw do decoupage
Już od dawna zabieram się za kupno  tego zestawu, ale cały czas mi nie po drodze. Bardzo chętnie w wolnej chwili porobiłabym coś twórczego. :)
 3. Wałek do ciasta
W domu mamy tylko tradycyjny drewniany, który nie obraca się przy wałkowaniu... Dużo wygodniejszy jest właśnie taki, który podczas wałkowania obraca się. :)
A jak jest u Was?
Kiedy kupujecie prezenty?
Co chcielibyście dostać w tym roku na Święta? :)

niedziela, 24 listopada 2013

Liebster Blog, czyli o tym jak Asia zorganizowała moje niedzielne popołudnie. :)

O rany!
Weszłam na bloga, pisałam nowy jesienny post, aż tu nagle taka niespodzianka!
Mój skromny blog został nominowany do Liebster Blog Award!
A to wszystko za sprawą Asi  (Siedlisko pod Lipami) - która w moich oczach jest osobą, która potrafi wszystko zorganizować, a swoją osobowością i charakterem przekonuje do siebie ludzi. Asiaa! Ty chyba nigdy nie przestaniesz mnie zaskakiwać! :)


Zasady zabawy :
Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów jeszcze nie rozpropagowanych na tyle, na ile zasługują, czyli o mniejszej liczbie obserwatorów niżbyśmy chcieli, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.
Pytania od Asi  i moje odpowiedzi :
 1. Najważniejszy dzień z życia?
Z racji mojego 22- letniego stażu życiowego za najważniejszy dzień uznaję obronę dyplomu, który pozwolił mi zdobyć wymarzony zawód. (Teraz tylko czas na znalezienie pracy.) :)
2. Co wywołuje Twój uśmiech?
Nie ukrywam, że lubię się uśmiechać, a powód zawsze się znajdzie...
- widok szczęśliwych zwierzaków,
- kiedy wszystko idzie po mojej myśli,
- ulubiona muzyka usłyszana w radiu,
- wspólne oglądanie rodzinnych fotografii,
- kiedy w Wigilię pada śnieg, 
- spotkanie z przyjaciółmi i najbliższą rodziną,
- widok listonosza/kuriera, który ma dla mnie ważna przesyłkę! :)
- piękne widoki podczas jazdy rowerem,
- wypłata,
- kiedy rano pojawia się słońce,
- ...
3. Filmowa fascynacja?
Trudno określić. Aktualnie jestem na etapie fascynacji filmów na faktach .
4. Literacka fascynacja?
Ostatnio moją fascynacją literacką jest każda książka wychodząca spod ręki  Katarzyny Michalak. :)
5. Wymarzony prezent?
Co jakiś czas  znajduję rzeczy, które koniecznie przydałyby mi się pod ręką.
Aktualnie marzę o dobrym sprzęcie do fotografowania, zwłaszcza, że jest co fotografować. :)
6. Życiowe motto?
'Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. One przyjdą same.'
                                                                                            Phil Bosmans
7. Góry, czy niziny? A może morze?
Zdecydowanie niziny. Morza mam dosyć z racji pracy sezonowej, a góry cały czas mam tylko w planach.
8. Pierwsze wspomnienie z dzieciństwa? 
Pierwsze wspomnienie jest małym przebłyskiem kiedy to wraz z ciocią (którą serdecznie POZDRAWIAM) i siostrą szłyśmy na spacer. W pewnym momencie zobaczyłam śliczną, kolorową, włochatą gąsienicę, po którą od razu się schyliłam i chciałam wziąć na ręce. Niestety ciocia była szybsza i stanowczo mi tego zabroniła.  Od tamtej pory boję się tych stworzeń. :))
Szkoda, że człowiek nie jest w stanie pamiętać wszystkiego z tak pięknego okresu swojego życia...
9. Miasto, czy wieś i dlaczego?
Odpowiedź jest tylko jedna - WIEŚ!
Na wsi potrafię się wyciszyć, uspokoić, rozluźnić, zrelaksować. Kiedy mnie nosi, wsiadam na rower i pędzę wśród pięknych krajobrazów, przyjemne z pożytecznym. To tutaj zawsze się odnajduję. A najbardziej kocham wieś za to, że ma swoje smaki, zapachy i tradycje. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej... 

10. Jakie wnętrza lubisz?
Wnętrze musi być cieple i przytulne. Takie, w którym dobrze się czuję.
Uwielbiam mieszankę stylu eko, vintage i klasycznego. Tak, zdecydowanie! :)
Mam nadzieję, że kiedyś w moim domu uda się stworzyć właśnie takie wnętrza. 
11. Wzór do naśladowania?
Najtrudniejsze z pytań ... 
Chyba nie mam jednej, upatrzonej osoby, która byłaby wzorem do naśladowania biorąc pod uwagę wszystkie aspekty.   Raczej jest to kilka osób, które w określonych dziedzinach są dla mnie wzorami. I takim wzorem są między innymi moi rodzice.

Pytania ode mnie :
1. Jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie z polską wsią?
2. Bez jakiej rzeczy nie wyobrażasz sobie życia?

3. Jaka jest Twoja najczęstsza myśl tuż po przebudzeniu?
4. Książka, którą poleciłabyś w przyszłości (tej dalekiej lub nie) swojej dorosłej córce?
5. Co znajduje się w Twojej torebce?
6. Do której postaci literackiej bądź bohaterki serialu lub filmu jesteś podobna?
7. Jaka jest najpiękniejsza chwila Twojego życia? 
8. Co najbardziej cenisz w ludziach?
9. Skąd pomysł na nazwę bloga?
10. Jaka jest Twoja popisowa potrawa?
11. Kim chciałaś być w dzieciństwie i dlaczego?

Oraz lista nominowanych  blogów:
1. Moja Mala Zagroda 
- za poruszanie ciekawych tematów i rozwijanie pasji. :)
2. Zapachy z kuchni Kamy
- za pyszne przepisy i smaczne zdjęcia! :)
3. Słoneczne niezapominanie
- za słoneczną przemianę wiejskiego domku. :)
4. Być zdrowym i szczęśliwym 
- za wspaniale wskazówki i przepisy, by żyć zdrowiej. :)
5. Ostoja Tupai
 - za walkę, trudy, ale też uroki i piękno zmian, które przynoszą ciekawe historie. :)
6. Little Me
- za dobre rady i obiektywne recenzje. :)
7. Z karotką każdego dnia...
- za "radosną twórczość". :)
8. Anthony garden 
- za wspaniałą przygode z ogrodem w tle. :)
9. Za Moimi Drzwiami ...
- za piękne opowieści z życia codziennego. :)
10. Magiczna Kuchnia Ilony
- za przepisy, które same się proszą o zrobienie. :)
11. Koalas house
- za dobry początek :)

Na początku wydaje się, że odpowiadanie na 11 pytań jest bajecznie proste. Jednak mi zajęło cały dzień (oczywiście z przerwami).  Wytypowałam blogi, które uwielbiam, ale są również takie, które tak jak mój zostają po raz pierwszy wyróżniony. To dla mnie ważne. Czasami zdarza się tak, że obserwuję i śledzę co dzieje się u Was, ale nie zawsze zostawiam po sobie ślad. Dlatego to wyróżnienie jest czymś w rodzaju potwierdzenia mojej obecności i ukłonu w Waszą stronę.  Teraz ja czekam z niecierpliwością na Wasze odpowiedzi! :)

czwartek, 21 listopada 2013

IMBIRowo

 Jednak choróbsko nie daje za wygraną. Jest lepiej, ale nie na tyle żebym poszła na zajęcia. Mam nadzieję, że jak odpuszczę sobie weekend na uczelni, to wyzdrowieję. Bo w czwartek miną dwa tygodnie od czasu kiedy to wszystko się zaczęło. Także syropy, tabletki, krople, spraye i inne cały czas mam pod ręką. I powoli zaczyna brakować mi cierpliwości. Bo ile można?!
Na szczęście dziś dotarła do mnie przesyłka, która pasuje do mojego obecnego stanu. I była jedyną zaletą w tym całym zdrowotnym zawirowaniu. Całkowicie zapomniałam, że brałam udział w zabawie, a wybrane osoby miały otrzymać  rozgrzewającą przesyłkę, w skład której wchodziły dwie paczki cukierków o smaku IMBIR, miód i cytryna. Wszyscy domownicy zdziwieni, że od razu rozpakowałam, spróbowałam i poleciałam pisać opinię. :)) No cóż... lubię cukierki marki Verbena, często po nie sięgam kiedy drapie w gardle i nie tylko. Dziś miałam okazję spróbować czegoś nowego iii... posmakowało! Na początku czuć miód i cytrynę, a kiedy wypłynie nadzienie, zdecydowanie dominuje smak imbiru do końca, nawet kiedy cukierek się skończy. Idealne rozwiązanie  dla tych, którzy lubią intensywny smak. Dla mnie dodatkowym atutem był fakt, że cukierki wspomagają moją kurację. :) Rzeczywiście cukierki rozgrzewają, więc warto sięgnąć po nie w chłodny dzień. Miałam podzielić się z Wami linkiem, ale niestety już zakończyli zabawę.  Jednak zaobserwowałam, że często robią takie akcje, więc warto śledzić ich stronę lub profil na Facebooku. A może ktoś brał udział w tej akcji? Albo już próbował cukierków? :))


środa, 20 listopada 2013

Przerwa!

Ależ mnie długo nie było!
W piątek zakończyłam swoją krótką przygodę z pięciolatkami.
Nabrałam nieco doświadczenia, ale przede wszystkim zżyłam się z dzieciaczkami.
Początki były trudne, ale z dnia na dzień było coraz lepiej.
Dostałam stosy laurek, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że dzieci mnie polubiły. :)
Wprowadziłam im dużo nowych rzeczy, między innymi nowe zabawy muzyczno-ruchowe, które wykonywały z ogromną przyjemnością. Nawet rodzice zauważyli, że dzieci przez te dwa tygodnie wracały do domu i pokazywały co nowego potrafią. To jest bardzo motywujące. Mam nadzieję, że z biegiem czasu będzie coraz więcej takich sytuacji. :)
Jak to zwykle bywa nie obyło się bez przykrej sytuacji. Nie będę dokładnie opisywała, bo nie o to tutaj chodzi. Po prostu jeden z rodziców bardzo chciał udowodnić, że jest mądrzejszy. Osoba ta była może ciut starsza ode mnie i chyba nie była poinformowana, że ukonczyłam studia i mogę wykonywać ten zawód. Bardzo zależało jej na tym, aby mnie zniechęcić/zastraszyć. Sama już nie wiem co miała na celu.  Nie udało mu się to. Jedno jest ważne, że właśnie takie sytuacje mają czegoś nauczyć... no i nauczyły! Współpraca z rodzicami nie należy do najłatwiejszych, zwłaszcza jeśli rodzice pochodzą z najbliższego otoczenia...  Osobiście uważam, że warto dbać o relację rodzic-nauczyciel. Jednak jak wiadomo zależy to zarówno od rodzica jak i nauczyciela. Samemu nie da się nic zdziałać.
Kiedy przepracowałam te dwa tygodnie stwierdziłam, że zostaje mi mało czasu na przyjemności, między innymi pisanie. Myślę, że była to kwestia nabrania wprawy. Każdy mój dzień zaczynał się o 6:50. Zajęcia zaczynałam o 8:40, jednak już w szkole byłam o 7.40! Wtedy byłam spokojna o to, że wszystko zdążę przygotować. Do domu wracałam po 14.30. Wiadomo, obiad, jakieś sprzątanie, przygotowywanie się do zajęć, rozmowy z domownikami i dzień mijał. A nie chciałam pisać na szybko. Dlatego zanim nabrałam wprawy, moja praca się już skończyła.
Po tygodniu pracy dzieci zdążyły mnie zarazić. Po prostu mój organizm nie był na tyle uodporniony by się obronić. W piątek prosto z pracy pojechałam na zajęcia do Gdańska. Tam było coraz gorzej. W niedziele nie wytrzymałam i jeszcze przed południem wróciłam do domu. Wykupiłam pół apteki i wydawało się, że jest lepiej. Jednak polepszenie było chwilowe. Dokończyłam co zaczęłam i dopiero dziś poszłam do lekarza. Oczywiście dostałam antybiotyk  i zwolnienie z zajęć. Jednak jak tu wyzdrowieć, kiedy trzeba być na zajęciach? Są sprawy ważne i ważniejsze, więc z pomocą antybiotyku i innych specyfików również domowych postaram się wrócić do formy!
W poniedziałek po raz kolejny stałam się osobą bezrobotną, ale mam cichą nadzieje, że w końcu coś się trafi. Bądź co bądź do CV doszło kolejne doświadczenie. :))
A poniżej kilka zdjęć z pierwszego tygodnia listopada...
Dziś już liści nie widać na drzewach, ale kwiaty wyglądają pięknie mimo pogody i temperatury. W tym roku jestem zachwycona  różami.